piątek, 16 listopada 2018

Sorry

Sorry lecz raczej nie będę tu już pisał, po prostu, to nie przynosi efektów. Może kiedyś tu wrócę. Może.

poniedziałek, 8 października 2018

Nicht schießen!

Może to nie rozdział...
Może bierzecie w tym momencie broń...
Może idziecie na mnie...
Legionami...
Ale...
Podam wam listę "update"
- Zamiast poprzedniej padawanki Ahsoki będzie nowa.
- Imienia jej nie poznacie na razie.
- Wojna na pewien czas się zakończy.
- Urodzi się Luke i Leia. (Znowu? Jak wszędzie?)
- "Zrespie" wielu sithów.
- Jedi także.
- Obi-Wan raczej umrze.
- Żartowałem.
- Zdechnie Yoda.
- Jedi będą mogli mieć swoją małą Enklawe na Coruscant.
- Shili (nie umiem tego pisać) podzieli los Jedha City z Łotr 1.
- Ahsoka będzie mniej dewastacyjna.
- PRAWDOPODOBNIE będzie dwóch autorów. Więc nie bijta nas za odmienność tekstu. Postaram się by było w miarę spójnie.
- Powstanie raczej Gwiazda Śmierci w wersji Super-Lasera wmontowanego w statek.
No to na dziś tyle.
Jutro CHYBA będzie One-Shot. Lub Rozdział. Chuj wi. Upsss....
To ja już lepiej ucieknę zanim mnie zabijecie patyczkami. 

niedziela, 16 września 2018

Ta Smutna Chwila... (Tymczasowa)

Witam. Jak już po samym tytule widzicie pewnie domyślacie się co napiszę. Zawieszam na razie blog. Wrócę za niedługo z nowym rozdziałem. Czymajta się.

sobota, 8 września 2018

Rozdział 17

-==Apartament Padme | Coruscant==-

*Padme Amidala POV*

  Siedziałam w swoim apartamencie zawalona kolejnymi problemami. Dziecko, a z kim? Z Anakinem! To dziecko będzie wrażliwe na moc. Ahsoka nie może go wyczuć. Nie może. Ona nie może wiedzieć że ono istnieje.

- Threepio! - Krzyknęłam wołając złotego droida. -
- Tak, Panienko? - Zapytał droid wychodząc zza rogu. -
- Przygotuj statek, odlatujemy na Naboo. - Poleciłam robotowi i zaczęłam pakować walizki. -
- Oczywiście, Panienko. - Powiedział tylko złoty droid i odszedł gdzieś. -

  Po 20 minutach pakowałam walizki na pokład statku. Usiadłam przy pulpicie kierującym statkiem i poderwałam statek do góry. Zamknęłam wyjście do statku i szybko wyleciałam na orbitę. widziałam około 20 niszczycieli na orbicie. Przeszły mnie dreszcze gdy usłyszałam głos z mikrofonu który należał do droida.

- Podaj swoja tożsamość i numer identyfikacyjny - Powiedział droid z statku dowodzącego. -
-Tu senator Naboo.. to znaczy sektoru Imperium Sithów DHX-4971. - Powiedziałam lekko zestresowana. -
- Numer identyfikacyjny - Usłyszałam głos. -
- 093654 - Wydukałam. Po 15 minutach ciszy w końcu usłyszałam głos -
- Możesz lecieć. - Usłyszałam. -

  Skoczyłam w nadprzestrzeń programując kurs na Naboo. Usiadłam na jednym z foteli. Dopiero teraz do mnie to dotarło, ja matką Czy ja się w ogóle nadaje na matkę? A Anakin na ojca? Nie wiem kim będę ale nie pozwolę na jedno - moje dziecko nie przejdzie na ciemną stronę. Położyłam dłoń na brzuchu i nie mogłam uwierzyć, że tam kreuje się moje dziecko. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Threepio.

- Panienko! - Powiedział droid - Jesteśmy nad orbitą Naboo od 20 minut -
- Musimy lądować. - Powiedziałam zamyślona wstając i kierując się na fotel przy pulpicie pilota. -

  Po chwili wylądowaliśmy na Naboo. Co oni zrobili z moją planetą? Theed było okupowane a pomniki zostały przerobione na pomniki Ahsoki. Wylądowałam tylko po to by wyrzucić nadajnik separatystów umieszczony w każdym statku. Mam nadzieje że nie zobaczą straty jednego z miliardów nadajników...

-==Główna Sala Szkoleniowa | Pałac Sithański | Coruscant==-

  W Pałacu szkolili się tylko najpotężniejsi Sithowie, a co za tym idzie Padawan najsilniejszej osoby w galaktyce.  Ahsoka wymagała wiele od swoich uczniów, bo przecież jej uczeń nie może jej ośmieszać i być pośmiewiskiem całej galaktyki, prawda? Więc tak mijały dzień za dniem na treningach mieczem świetlnym jak i mocy. Oczywiście sama Ahsoka też musiała ćwiczyć, mimo iż zakończyła szkolenie dawno temu. Sama padawanka Ahsoki nie wyglądała za specjalnie. 15 lat, Twi'lekanka, czerwona, i z tak samo licznymi tatuażami jak Ahsoka. Wiedziała że ma talent, i kiedyś możliwe że przerośnie w potędze nawet ją - tego się obawiała Ahsoka. Sama padawanka nie sięgała Ahsoce nawet do ramion ale to był też plus - mogła to wykorzystać w walce. Specjalnie szkoliła ją tak by była jej lojalna do końca życia. Miała się jej bać a co za tym idzie, nie móc się jej sprzeciwić. Patrzyła jak jej padawanka walczy przeciwko 10 droidom szkoleniowym. To było dużo - ale też tyle wymagała Ahsoka.

  Padawanka Tano znów padła z rannym ramieniem na ziemie a droidy zaprzestały ostrzał. Wiedziała że to nie wystarczy. Kiedy padawanka był opatrywana przez medyka poczuła to. Chłód. Chłód który od razu wywołał u niej strach. Wiedziała co się stało. Znów ją zawiodła. Czekała tylko na kare, co było kwestią czasu.

- Szykuj się, zaraz masz być w hangarze... - Warknęła tylko na odchodne Tano wychodząc z sali. -
- O-oczywiście... - Wydukała padawanka. Ani słowa obelgi bądź obrazy? Chodź by jakiejkolwiek kary?  -

  Po 5 minutach wchodziły już w hangarze do wahadłowca, a wraz za nimi oddział składający się z 10 droidów. Wraz za wahadłowcem wyleciało ponad 80 droidów-sępów, a z orbity za nimi 3 krążowniki. Po chwili Tano podeszła do swojej padawanki i dała jej jeden z mieczy świetlnych - z dodatkowymi dwoga klingami po bokach.

- Dokąd lecimy mistrzyni? - Zapytała padawanka -
- Na Tatooine. - Mruknęła tylko - Musimy zabić niejakiego Jabbe The Hutta..

  Nie można powiedzieć że latali jakimiś starymi wrakami, wręcz przeciwnie. Technika na statkach Imperium Sithów była najlepsza - na pewno lepsza od technologi Republiki. Ahsoka właśnie przeglądała uzbrojenie statku w głównym panelu zamontowanym na ścianie.  Statek był trochę źle zaprojektowany więc musiała stać trochę zgarbiona, by nie uderzać głową o sufit. Statek był wyposażony w 30 rakiet z pociskami energetycznymi, 6 ruchomych działek na skrzydłach i mini turbo laser, niszczący małe statki. To uzbrojenie im wystarczało jak na taką prostą misję.

  Przestała grzebać w uzbrojeniu statku i zamknęła panel główny. Nie musiała się specjalnie wysilać by wyczuwać emocje innych istot. Jej padawanka miała za dużo jasnej strony w sobie - a ona musiała to wytępić gdy przed jej oczami obraz zaczął się zamazywać a ona widziała przeszłość niczym pokaz slajdów.

  Widziała jak kiedyś wraz z jej dawnym mistrzem walczyła przeciwko jej dzisiejszej armii, kiedy jeszcze główna stacja klonerów na Kamino istniała. Czasami tęskniła za tamtymi czasami, ale zaraz to uczucie mijało. Teraz była otoczona samymi idiotami lub pustymi robotami, bo nikt nie dorastał jej do pięt intelektem. Z przemyśleń wyrwał ją głos jej uczennicy.

- Mistrzyni, dolecieliśmy - Powiedziała tylko padawanka wysiadając wraz za swoją mistrzynią.-

  Tatooine. Pamiętała to miejsce raptem parę razy. Pamięta głównie jak była z Anakinem odstawić syna Jabby. Jaki przypadek, że idzie teraz zabić jego ojca. Stali przed głównymi drzwiami. Grube zardzewiałe drzwi.

- Cofnąć się. - Warknęła nawet na nich nie patrząc, a jej padawanka już wiedziała co zamierza zrobić. Cofnęli się kilka metrów a chwile później grube drzwi leżały rozerwane mocą. -

  Weszli do środka a na przywitanie zaatakowały ich ochroniarze Jabby. Samo dojście do sali z Jabbą nie było ciężkie. Kiedy do sali wkroczyły droidy zabiły każdą istotę oprócz Jabby znajdującą się w sali.

- Dziś jest twój ostatni dzień Jabbo. Pewnie zastanawiasz się czemu ty? - Powiedziała z kpiną w głosie Ahsoka -Po prostu, zawadzasz. Poza tym potrzeba tego gmachu na potrzeby Imperium. 
- Jiba hawwa sono dumma! - Powiedział Jabba -
- Co on mówi? - Warknęła tylko patrząc na droida protokolarnego -
- Wielki Jabba mówi że przeliczyłaś się Wielka Mistrzynio Sithów. - Powiedział Droid. -

  Zanim cokolwiek  powiedziała spadała wraz z swoim padawanem przez wielką dziurę. Po chwili poczuły tylko ból wywołany piaskiem i podłogą pod ich ciałami. Kiedy Ahsoka wstała a zaraz za nią jej padawanka, zobaczyła prawie takie sami drzwi - albo i takie same jak przed pałacem. Nie widziała dokładnie bo praktycznie nie było tu żadnych świateł. Oczywiście oprócz klapy z kratami nad nimi, skąd było słychać śmiech "przerośniętego ślimaka".

  Chwilę później cała jaskinia zaczęła się trząść przez otwieranie się drzwi, a Ahsoka już wiedziała co się szykuje. Kiedy wrota się otworzyły usłyszały ryk Rancorna, wychodzącego z głębi jaskini. Bestia wydając z siebie kolejny ryk ruszyła na nich. Kiedy Rancorn już miał uderzać w Ahsoke, Tano obcięła mu jedną z łap. Bestia ryknęła łapiąc się za kikut który pozostał z jej "dłoni". Teraz dopiero do nich doszedł zapach - zapach zgniłego mięsa. Bestia rzuciła się na zamyśloną Ahsoke wbijając ją w skałę. Zresztą z padawanką Tano nie było lepiej.

  Kiedy bestia wycofała się ze swojego natarcia, Tano zauważyła że jej padawanka ma zmiażdżoną jedną rękę, a co za tym idzie - nie może walczyć. Ahsoka już miała pewien plan. Poraziła piorunami Rancorna oszałamiając go przy tym i skupiła całą swoją moc na kratach od celi Rancorna. Kiedy miała już czarno przed oczami usłyszała zgrzyt metalu i nagle puściła. Udało się - Zagięła w hak słup z żelaza od kraty celi Rancorna!

  Kiedy Tano tak na to patrzyła nie zobaczyła jak Bestia podchodzi do jej padawanki i powoli zżera ją w całości. Teraz trzeba wykonać plan - ale to też może zabić jej padawankę. Całą swoją siłą na jaką się zdobyła rzuciła bestią wprost na zagięty hak. Po chwili słyszała tylko ryk biednej Bestii wykrwawiającej się na wielkim pręcie który rozwarł jego flaki. Kiedy Rancorn już się nie ruszał rozcięła jednym ze swoich mieczy brzuch Bestii, wyciągając nieprzytomną padawankę. Trzymała ją mocą i powoli wchodziła po wyjściu w suficie. Po 10 minutach stała koło trucheł droidów przed Jabbą.

- Coś twój plan się nie udał, nie sądzisz Jabbo? - Parsknęła z kpiną Ahsoka -
- Boba. Jimmo sumo juwoo - Powiedział tylko przerośnięty ślimak. -

  Boba patrzył raz to na Ahsoke raz to na Jabbe. Wiedział że gniew Hutta może być duża, ale każdy zdrowy na umyślę wie żeby nie zadzierać z Sithem. Zwłaszcza z mocno wkurzonym Sithem. Powoli wycofał się do ściany.

- N-Nie... - Wydukał Boba - 

  Zanim Jabba cokolwiek zrobił cały pałac zaczął się trząść, a kawałki sufitu jak i ścian odpadać. Zanim cokolwiek zrobili pałac runął na nich zabijając Jabbe i Bobe Fetta. Kilkanaście oddziałów droidów z droidem taktycznym szło do gruzów pałacu...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podoba się? Jeżeli tak to super! Długo to pisałem i powiem szczerze, 3 razy od nowa pisałem. łapta i się czymajta!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------


środa, 29 sierpnia 2018

2000 Wyświetleń

Dzięki za 2k wyświetleń! Macie do wyboru jaki specjalny rozdział ma być!

a) One Shot jakiś
b) Dodatkowy rozdział
c) Zrobienie filmu z dedykacją dla tej osoby

Głosujcie, wybierajcie, czymajta się!

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Rozdział 16

 -==Hangar | Krążownik Republiki==-

*Obi-Wan Kenobi POV*

 Szukał wytrwale swojego, byłego ucznia. Nie mógł się pogodzić z jego stratą. Karcił Anakina za przywiązanie, to teraz będzie musiał skarcić siebie. Ciężko mu zaakceptować to co Ahsoka zrobiła i dopuścić do siebie myśl, że już nigdy nie zobaczy swojego przyjaciela. Traktował go jak własnego syna. To nie było według niego przywiązanie, to była troska i spełnianie obietnicy. Do teraz myślał, że nie darzy nikogo bliską więzią. Aż do teraz. Nie ukrywał - bał się, ale nie o siebie. O Anakina, a raczej o to czy przeżył. A jeśli tak, to czy dojdzie do siebie? Przemierzył dosyć długi kawałek w szczątkach statków. Wyglądało mu to nie na pole bitwy, lecz na cmentarzysko wraków wojennych. Latały bez sensu po kosmosie zagracając go. Teraz tworząc niepotrzebny dla Kenobiego tor przeszkód. Oczywiście mistrz Jedi bez problemu przedarł się przez niego bez większego problemu. Widział już wrak statku swojego przyjaciela. Szyba kokpitu była pokryta czarnym jak atrament barwnikiem. Prawdopodobnie podczas wybuchu i szkło się przypaliło. W prawym skrzydle widać było wyrwę po strzale Ahsoki. Sam kokpit prawie nie był naruszony. Poza pęknięciem nie było widać znacznych uszkodzeń. Rycerz Jedi znowu nabrał nadziei, że jego były uczeń przeżyje. Czuł jak ta niepewność skłania do działania. Kazał swojemu droidowi wystrzelić hak holowniczy. Astromech od razu wykonał polecenie. Statkiem Anakina zatrzęsło i już po chwili ciągną się powoli za Obi-Wanem. Nadal ogarniała go niepewność czy to co robi jest słuszne. Jednak Skywalker to wybraniec. On miał przywrócić równowagę mocy. Jako nieżywy nie zdoła tego zrobić. Po dłuższej chwili Obi-Wan wleciał do hangaru krążownika Republiki, gdzie czekali na niego żołnierze. Oczekiwali rozkazów, bo sami rządzić nie potrafili. Dlatego tak się różnili od generałów. Jedi wylądował, a za nim z hukiem opadł na ziemię wrak złotego myśliwca. Kenobi od razu wyskoczył z kokpitu swojego statku i podbiegł do przyjaciela. Za nim ruszył jeden z klonów zainteresowany całą sytuacją. - Co się stało, generale?- zapytał nieznajomy żołnierz. - W środku jest jeden z naszych! Wezwij droida medycznego!- krzykną z przerażeniem Obi-Wan. Wskoczył na dziób myśliwca. Od razu jego podeszwy stały się czarne. Sadza pokryła je i za każdym jego krokiem zostawiał czarne ślady za sobą. Krzyczał do Anakina przez szybę, ale wybraniec nie dawał żadnych oznak życia. Kenobi siłą starał się otworzyć kopułę kokpitu. Na nic zdała się jego siła. Sięgną do swojego pasa po miecz. Jednym ruchem klinga przecięła zamek i wejście do statku otworzyło się. Zobaczył swojego przyjaciela przypiętego pasami. Głowa mimowolnie była opuszczona, co oznaczało, że jest nieprzytomny albo... martwy. Kenobi nie czekał. Szybko zareagował i objął Skywalkera od siedzenia. Wziął go za jedną rękę i przełożył ją przez swoją szyję. Lewą dłoń umieścił na boku wybrańca i tak ściągną go ze statku. Ostrożnie położył go plecami do podłogi. Przyłożył dwa palce do szyi mężczyzny. Wyczuł puls, a to było już coś. Kamień spadł mu z serca. Wziął głęboki wdech i usiadł obok przyjaciela czekając na droida medycznego. Zanim ten przyszedł, w okół dwójki zebrał się tłok żołnierzy. Szeptali coś do siebie, ale Obi-Wan nie zwracał na to uwagi. Nie było mu potrzebne wiedzieć co klony o nim myślą. Ważne, że jego były uczeń żyje. Dla niego teraz to się liczyło najbardziej. Do hangaru wbiegł klon, którego Kenobi posłał, a za nim blaszany lekarz. Żołnierz brał szybkie, nieregularne wdechy. Był zabiegany i to było widać. Droid podszedł do Anakina i zeskanował jego stan zdrowia. Nie było najlepiej, ale to był cud, że żyje. - Musimy go zabrać do sal medycznych.- rzekł wreszcie automat. - Co z nim będzie?- zapytał z troską Kenobi. - Jak na tę chwilę nie jestem w stanie powiedzieć. Próżnia dostała się do jego kokpitu i w znacznej części uszkodziła jego narządy. Najgorzej wyglądają płuca. Podłączymy go pod specjalną aparaturę i dalej zobaczymy.- poinformował. Mistrz Jedi bez wahania pomógł przetransportować Anakina w wyznaczone miejsce. Zastanawiał się ciągle co będzie dalej...

    Republika dowiedziała się o wydarzeniach z Kamino. Tymczasowy sojusz był dobrym wyjściem. Minus jest taki że zostali bez armii. Zakon jedi osiedlił się na Ossusie, gdzie odbudowano świątynie zniszczoną w czystce. Trwała debata w siedzibie rady Jedi. Sama siedziba była grotą z ładnymi zdobieniami, fotelami i holo-projektorem pośrodku. Zostali bez armii, klony zdezerterowały i większość zginęła lub trafiła do więzień. Teraz ich losy wisiały na włosku, przez jedną, niezwykle silną osobę. Ahsoka. Debata trwała od 30 minut a jej sednem było podpisanie traktatu kapitulacyjnego. Rada podzielona była na dwie strony - jedna chciała się poddać w tym tacy jak Ki-Adi Mundy a inni chcieli walczyć jak na przykład Aayla Secura. W końcu wszedł mistrz Yoda a na sali zapanowała cisza.
- Poddać się, nie możemy. - Powiedział Yoda siadając na swoim miejscu.
- Ale walka już nie ma sensu. Straciliśmy główną fabrykę naszej armii. - Odpowiedział Ki-Adi Mundy.
- Czekać musimy Mundy mistrzu. - Odpowiedział Yoda marszcząc czoło i łapiąc się za głowę.
- Wszystko dobrze, mistrzu? - Powiedziała Adi Gallia
- Sithowie w siłę rosną. Nowa silna broń w ich posiadaniu jest. - Powiedział Yoda zmartwionym głosem.
    Narada chwilę później zakończyła się. Rycerze Jedi zdziesiątkowani i wymęczeni wojną poprostu siedzieli przy wejściu. Nagle jakiś padawan wbiegł na plac na którym znajdowali się i zaczął wymachiwać rękoma.
- Bombardują!! To Sithowie!!! - Krzyczał i schował się pod drzewem. Usłyszeli wybuchające pociski niedaleko siedziby, wszyscy wbiegli pod drzewa i okoliczne dziury.
    To nie byli Sithowie. To byli najemnicy nasłani przez nich ale Jedi jeszcze nie wiedzieli kto to zrobił. W każdym razie, świątynia nie oberwała, ale to nie był koniec. W gmachu świątyni, położonym wokół lasu, odbyła się narada. z tysięcy raptem 160 jedi którzy przetrwali zebrało się w głównej sali, jako pierwsza z rady przemówiła Adi Gallia.
- Mistrzowie, Rycerze, Padawani, młodziki. - Zaczęla Adi Gallia - Jesteśmy w sytuacji w której ta świątynia to nasze jedyne miejsce, w którym możemy czuć się bezpieczni. Imperium Sithów i Separatyści przejęło prawie każdą planetę. Dlatego dzisiaj ustanawiamy czas partyzancki. Każdy z was będzie przydzielony do jednej z grup: Medycy, żołnierze, zwiadowcy, piloci i partyzanci. Medykami będą tylko Jedi-Uzdrowiciele. Żołnierzami zostaną Jedi specjalnie wyszkoleni, i utalentowani w walce. Zwiadowcami zostaną Jedi sprytni, zwinni, nie pozostawiający śladu po sobie.  Piloci to będą jedi, umiejący nadzwyczaj latać myśliwcami. Partyzanci będą rezerwą wojskową. Ktoś jakieś pytania? - Zapytała.
    Po 3 godzinach narady wszyscy się rozeszli. Zalecało się być w lesie lub ostatecznie w świątyni...

-==Pałac Sithański | Coruscant==-

   Separatyści, czyli inaczej, Imperium Sithów podbili planety Republiki takie jak Naboo, Mustafar lub Ryloth. Dla Ahsoki był  to kolejny dzień, dzień w którym miała przyjąć jedną osobę na swojego padawana. Około południa jej wahadłowiec wylądował przed placem głównym. Kiedy ze swoją gwardią szła przez hol świątyni, naczelnicy jak i sami uczniowie byli wyraźnie przytłoczeni ciemną stroną tak bardzo, że ledwo prosto stali i widzieli. Czemu? Bo byli tylko Sithami, niczym więcej. Byli słabi, w porównaniu do Ahsoki. Weszła do sali szkoleniowej wraz z gwardią a przed nią stało 20 padawanów i naczelnik.

- Lady Ahsoko, jesteśmy zaszczyceni twoją obecnością... - Zaczął Naczelnik. -
- Daruj sobie, naczelniku. - Warknęła tylko. - Ponoć mam mieć padawana... -
- Tak, to jest najlepsza 20 z naszych uczniów. -
- To niech pokażą co umieją, jak ich tak wychwalasz naczelniku. - Powiedziała -

    Następne godziny mijały powolnie. Z selekcji zostało 2 najlepszych uczniów. Stali w sali szkoleniowej w miarę dużej. Po 15 minutach jeden z padawanów leżał martwy. Wiedziała już kto jest godzien być jej padawanem....
------------------------------------------------------------
I Polsat! Kto zostanie padawanem Ahsoki?
To zostanie powiedziane w kolejnym rozdziale!

Pisali: Treacer Chicata i Alcheyowski!
------------------------------------------------------------

sobota, 18 sierpnia 2018

Rozdział 15

 -==Orbita Kamino==-


*Ahsoka POV*

  Już niedługo miała rozegrać się historyczna bitwa. Już za kilkadziesiąt minut na Kamino zachwieje się los paru miliardów istnień. Wszystko zależało od ich własnej woli. Klony mogły opowiedzieć się po stronie Republiki i wybrać śmierć, lub zdradzić i wybrać walkę u boku jednego z najpotężniejszych Sithów. Tano nie miała zamiaru ich na nic namawiać. To był tylko i wyłącznie osobisty wybór. Choć Ahsoka dostrzegała pozytywy dwóch stron. Jeśli klony wybiorą ją - będzie miała wspaniałą armię. Jeśli wybiorą śmierć - będzie mogła ich pozabijać. Sprawiało jej to radość. Czuła się wtedy jak trzyletnie dziecko, kiedy dostanie nową zabawkę. Życie jako Sith na prawdę podobało jej się. Jako padawan nie mogła zbyt wiele. Na każdym kroku ograniczenia. Teraz może zrobić wszystko, na co tylko ma ochotę. Nikt ani nic nie mogło jej zabronić. Jeśli chociażby ktoś spróbował zepsuć jej plany, automatycznie urządzili by mu pogrzeb. Jednym słowem mówiąc, zabiłaby kogoś na tyle odważnego, lub głupiego.

  Statek wyhamował używając tylnego napędu i siły magnetycznej na orbicie. Obraz nie był już taki jak przedtem. Gwiazdy w nadprzestrzeni wyglądają o wiele lepiej. Teraz zamiast pięknego widoku za szybą, ukazało się czarne tło, a na nim małe, białe punkty oraz deszczowa planeta. Widok z atmosfery był przyjaźniejszy niż na samej planecie. Nie było widać tych ulewnych deszczów, ani tego całego sztormu tak wyraźnie. Jednym słowem - nie wolno oceniać książki po okładce.

  Ahsoka wyczuła nagły napływ mocy do jej ciała. Coś było nie tak. To nieprzyjemne zakłócenie kojarzyło jej się tylko z jednym. Z jej mistrzem. Teraz u jego boku było setki tysięcy żołnierzy, zbliżających się z prędkością światła. Mimo, iż flota wroga była jeszcze w jakiejś odległości, Tano i tak postanowiła już sforsować pierwszą przeszkodę. Bramę do Kamino. Była to blokada Republiki, składająca się z sześciu krążowników i jednego statku dowodzącego. Obok znajdowała się stacja medyczna, na której również znajdują się klony.

  - Przygotować droidy do wylotu!- wrzasnęła to blaszanych towarzyszy.

  Posłusznie zaczęły wykonywać rozkaz i po kolei uruchamiać sępy. Sami nie mieli jeszcze nic na skanerach, ale nie chciały wylądować na złomowisku. Jednak niestety dużo z nich i tak tam trafiało. Sithowi nie robiło to żadnej różnicy. Nawet gdyby zginęło milion klonów po jej stronie, ona nie przejmie się tym. Dla niej teraz najważniejsza jest misja i podbicie Kamino.

  Sama wsiadła do myśliwca i poprowadziła pierwszy szwadron. Szło bardzo gładko. Bez problemu omijała niecelne strzały klonów. Droidy nie były na tyle bystre co ona. Tano wspomagała się otaczającą ją mocą. Dzięki temu sprawnie okrążała wiązki laserów, mijała je zwodami, których nauczył ją jej mistrz i wiele innych. Dzięki swojemu, byłemu mentorowi zawdzięcza połowę swoich umiejętności. Powinna podziękować, ale teraz nie jest za nic mu wdzięczna. Wręcz nim gardziła! To nie była taka sama Ahsoka co wcześniej i cokolwiek się stanie - nigdy już nie będzie.

  - Statki wroga wychodzą z nadprzestrzeni.- ostrzegł komputer.
  - No to pora na zabawę!- krzyknęła sama do siebie i przyspieszyła.

  Na radarze wyświetlał się jej obszar zagrożony zderzeniem z rozpędzonym statkiem. Ona celowo podleciała jak najbliżej tego miejsca. Wiedziała, że statki, które wyszły z nadprzestrzeni nie mają przez chwilę osłon. Są bezbronne i Ahsoka chciała to wykorzystać. Kiedy tylko wyłonił się pierwszy, najbliższy statek, skierowała się ku niemu i celując w mostek, otworzyła ogień. Po paru sekundach cel wybuchł, a krążownik staną w ogniu, opadając powolnie ciągnięty przez siłę magnetyczną planety. To było dla niej za proste. Jednak następne zdążyły włączyć osłony, przez co Tano nie mogła ich zniszczyć w pojedynkę. Dlatego miała kolejnego asa w rękawie. Krążowniki republiki mają jeszcze jeden słaby punkt. Jeśli chcą zaatakować jej flotę, muszą wypuścić pilotów w myśliwcach przez hangar. Na szczęście Ahsoki główny wylot z hangaru nie ma żadnych osłon. Wystarczy tylko cierpliwie poczekać i wlecieć do statku wroga. Proste jak dla Ahsoki, dlatego postanowiła to zrobić. Nie czekała długo, aż jeden z krążowników otworzył grodzie, zapraszając dziewczynę do środka. Wystarczył jeden precyzyjny manewr, alby już drugi z ośmiu statków powoli tracił wysokość, tym samym rozpadając się na kawałki. Był to przyjemny widok dla Ahsoki. Dla Sitha wspaniale mieć świadomość, że właśnie zabiło się setki istnień, przez jeden precyzyjny strzał.

  Nagle w mocy znów pojawiło się to nieprzyjemne zakłócenie otoczone pustką. Czuła jak moc napływa z każdej strony i przesłania realny obraz mgłą wspomnień. Niecelowo zaczęła wracać myślami do swojego byłego mentora. Uczucie to otaczało coś jeszcze. W swoim umyśle na jej miejscu znajdowała się pustka. Tak jakby na zawsze zniknęła z realnego życia. Jakby jej już nie było. Wyglądało to dla niej przerażająco. Nie wierzyła w to, że tak na pstryknięcie palcami pożegnała się ze światem żywych. Nie mogła dać się zestrzelić! Nie teraz, gdy jest tak blisko wygranej nad Republiką!

  Obrazy z przeszłości zaczęły się rozmazywać. Kolory mieszały się ze sobą, tworząc dziwne, niezrozumiałe kształty. Odcień, który powstał z chaosu, stopniowo przybierał ciemniejszy odcień. W rezultacie stał się czarny. Ahsoka nie wiedziała co się stało. Nadal nic nie widziała. Starała się wykrztusić z siebie choć słowo pomocy. Jednak coś jej przeszkadzało. Nikogo nie czuła. Nic tu nie było.

  - LADY!- wykrzykną blaszak z głośnika. Tano podskoczyła ze strachu. Mrugnęła i przetarła oczy. Ciemność ustąpiła miejsca polu bitwy. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nie zginęła i to się dla niej liczyło. - Czy wszystko jest w porządku?- dodał.
  - Tak. Tylko się zamyśliłam.- odmruknęła- Wracać do pracy!

  Od razu zaczęła ponownie szarżować na statki Republiki, utrzymując przy tym diabelski uśmiech. Myśliwce bardzo szybko stawały na jej linii ognia. Co prawda zdarzało się, że czasami niszczyła jednego ze swojego szwadronu. Jednak nie przejmowała się tym zbytnio. Leciała dalej w chaosie pocisków i eksplozji. Takie jest życie, kiedy jest się jednym z uczestników wojny międzygalaktycznej.

  Kolejny krążownik wybuchł, tworząc wspaniałe widowisko. Rozpalony ogień gasł ułamki sekund po wydostaniu się ze statku. Przyduszony brakiem tlenu - gaśnie. To było bardzo normalne, ale takimi zjawiskami interesowała się Ahsoka jeszcze jako padawan. Nie miała żadnych przyjaciół w dzieciństwie poza przyrodą. Ona nigdy jej nie opuściła. Teraz togrutanka jest całkowicie inna. Nie ma czasu zajmować się takimi głupotami. Było to dla niej zbędne. Poza tym na wojnie co chwila coś wybucha. Widok zawsze jest inny, więc nie zwraca się na niego zbytniej uwagi. To naturalne.

  Pochłonięta myślami i wspomnieniami nie zauważyła, że przybył jeszcze jeden krążownik. Zapewne dowodzący. Nikt nie wystawiał na szwank najważniejszego statku z całej floty. To byłoby nienormalne. Gdyby ktoś to zrobił, okazałby się skończonym głupcem. Dziewczyna dowiedziała się o tym dopiero gdy podleciała bliżej. Znów wyczuła to nieprzyjemne zakłócenie, emanujące od jej byłego mistrza. Wiedziała już, że musiała zniszczyć ten statek, aby wszystko poszło zgodnie z planem. Ruszyła nie czekają na jej blaszanych przyjaciół. Leciała wzdłuż hangaru. Gdy go minęła, grodzia się otworzyły, a zza nich wyłoniły się myśliwce wroga. Jeden po drugim i dopiero gdy ostatni opuścił okręt, zakłócenie zanikło. Tak jakby jej mistrz nie stanowił już zagrożenia. Mimo wszystko skierowała ogień na mostek. Otworzyła ogień, ale osłony były już włączone. W pojedynkę nic nie zdziała. Zawróciła i rozpoczęła pościg za pierwszym, lepszym myśliwcem wroga. Szybko znalazł się na linii ognia i po jakimś czasie stawiania oporu, został zdetonowany przez krążownik Separatystów. Kolejne również nie były trudne do zniszczenia. Ahsoka rozwalała je jeden po drugim. Oczywiście, że dziesięciu szwadronów nie zniszczy sama. Droidy też pomagały, w mniejszym stopniu, ale to wciąż pomoc. Na jej celowniku znalazł się kolejny statek, ale znów poczuła tą nieprzyjemną pustkę. Zwolniła trochę i dała uciec klonowi. Po paru sekundach nad jej myśliwcem przeleciał złoty pojazd wroga. Rozpoznałaby go na odległość. Zwłaszcza, że przed kokpitem umieszczony był R2 D2. Oczywiście, że to był lider złotego szwadronu. Jej mistrz... Były mistrz. Z jego oddalaniem się, zanikało zakłócenie.

  Przyspieszyła i rozpoczęła pościg. Nie mogła go teraz zgubić w wirze walki. Jej statek był szybszy, więc miała przewagę. Z każdą chwilą była bliżej przeciwnika. Anakin zauważył, że ktoś siedzi mu na ogonie. Po technice lotu można było wywnioskować, że ten kto siedzi w tym pojeździe nie ma dobrych zamiarów. Robił obroty, uniki i z pola walki zrobił sobie mały poligon, w którym miał zgubić tego żepa, który do niego się przyczepił. Jednak Ahsoka nie dawała za wygraną. Wyczulona na moc, mogła przewidzieć co zrobi jej mistrz. Widziała, że brakuje mu pomysłów. Unik w lewo, unik w prawo, zwód, obrót. Tano nie była głupia. Nie nabierała się na jego sztuczki. W końcu po przebyciu dosyć długiej drogi, mogła zestrzelić statek swojego byłego przyjaciela. Znalazł się w polu jej rażenia i wystarczył jeden precyzyjny strzał, aby jej największy wróg pożegnał się ze światem żywych. Dziewczyna namierzyła mistrza Jedi i przesunęła jeden z palców bliżej odpowiedniego przycisku. Po chwili wcisnęła go i z jej dział wystrzeliły czerwone wiązki laserów. Pierwsze mijały cel o kilka centymetrów, ale z kolejnymi próbami pociski były coraz bliżej. W końcu jeden z nich trafił w silnik, który po krótkim czasie wyłączył się. Wybraniec był uziemiony.

  - STANG!- krzykną sam do siebie- R2, odwróć nas przodem do tego chytrusia! Migiem!!- polecił droidowi, który w odpowiedzi zapiszczał i posłusznie wykonał polecenie. Używając siły pędu i ostatnich zapasów energii statek zrobił półobrót. W rezultacie staną dziobem do przeciwnika.- No dobrze. Teraz to nawet powietrza nie mamy.- dodał z poważną miną mimo, iż chciał trochę zażartować.

  Ahsoka stanęła w odległości kilkunastu metrów od dawnego przyjaciela. Uśmiechnęła się szyderczo pod nosem. Anakin siedział jak wryty. Nie wiedział co miał zrobić. Przecież nie strzeli do swojego kochanego Smarkusia! Nie mógłby sobie tego wybaczyć. To jego przyjaciółka. Dla niego nie ważne było czy jest Sithem, czy Jedi. To nadal była jego nierozgarnięta, mała Ahsoka z wielkimi oczami. To nadal była niewinna dziewczyna, która popełniła kolejny błąd w swoim życiu. Nie pierwszy i nie ostatni. Popełniła wiele takich błędów. Mniejszych i większych, ale to wciąż była ta sama osoba. Przynajmniej dla Anakina.

  - Widzisz Jedi?!- krzyknęła Ahsoka- Oto do czego doprowadziła cię Republika! Przyłącz się do mnie. Jeśli nie otworzę ogień.
  - Ahsoka...- zaczą starszy.
  - Anakinie strzelaj!- przerwał scenę Obi-Wan.
  - A... Ale...- jękną wybraniec.
  - Ha Ha!- wyśmiała Kenobiego dziewczyna.- Nie strzeli. Jest za słaby! Z resztą energii mu nie wystarczy na chociażby jeden pocisk!- założyła Ahsoka, utrzymując przy tym nadal szyderczy uśmiech.
  - Anakinie! Powiedziałem ci strzelaj!- krzyczał z troską na swojego byłego padawana, mistrz Jedi.
  - Ja... Ja nie mogę... Nie potrafię.- odrzekł Skywalker, spuszczając drżące ręce na kolana. Ahsoka zaczęła się złowieszczo śmiać, nie mając w sobie chociażby odrobiny taktu. Od razu wyrażała swoje zdanie o Jedi.
  - A nie mówiłam?! Jest roztrzęsiony! Ale spokojnie... Już niedługo nie będzie.- powiedziała szczerząc się od ucha do ucha.
  - Ani mi się waż!- krzyczał najstarszy, nie ukrywając swojego gniewu.
  - To zależy od jego wyboru. No więc... Jaką decyzję podjąłeś? Przypominam: wybierzesz mnie, czyli wybierzesz życie. Wybierzesz Republikę... I już nigdy nie ujrzysz słońca!- przypomniała złowrogo.
  - Podjąłem decyzję już dawno! I ty dobrze o tym wiesz!- odpowiedział mężczyzna.
- Myślałam, że zmienisz zdanie. Przykro mi... Ale musisz pożegnać się ze swoim mistrzem.- rzekła poważniejąc.
- ANAKIN!!!- odezwał się Kenobi. Ahsoka bez wahania otworzyła ogień. Rozległ się ogromny huk, a w dymie widać było odłamki statku wybrańca.

  Ahsoka wróciła na krążownik. Separatyści jak na razie wygrywali tą bitwę. Kilka krążowników powoli wchodziło w atmosferę. Gdy były 140 kilometrów od powierzchni, Tano rozpoczęła natarcie. Na czele z 60 szwadronami sępów wyleciała z hangaru i skierowała się do najbliższego celu, jednej z baz. Niestety osłony były już włączone. Wylądowała na jednym z lądowisk i zapaliła miecze. Krople parowały na jej dwóch krwisto-czerwonych ostrzach. Wbiegła do korytarza prowadzącego do magazynu z całym uzbrojeniem. A co najważniejsze - Głośniki na całą placówkę. Zabiła dwa klony pilnujące wejścia i wbiegła. Podbiegła do mini-mikrofonu zamontowanego z całym panelem sterującym w szafie i włączyła go.
- Uwaga, wszyscy żołnierze Republiki. - Zaczęła tym samym stalowym głosem co zawsze. - Macie szanse się poddać, Imperium Sithów jak i Separatyści prawie zdobyli całą planetę. Macie złożyć broń i wyjść na platforme.. 3697. Albo.... Po prostu zginiecie. A i wasi dowódcy mają być w centrum dowodzenia, albo sama się do nich pofatyguje, ale będzie mniej przyjemnie.  - Zakonćzyła. -
Zaminowała magazyn i poszła do centrum dowodzenia. Szła około 20  minut i zabiła przy tym około 100 żołnierzy. Weszła do centrum dowodzenia i zobaczyła około 50-60 żołnierzy, w tym kapitana Rex'a, komandora Cody'ego. Kiedy weszła, weszło za nią 2 Droidów-Ochroniarzy z jej Pałacu.
- Widzę że chociaż niektóre z tych chodzących próbówek umieją myśleć... - Warknęła patrząc na nich z góry. -
- Zamierzamy się poddać na naszych warunkach. - Powiedział Rex. -
- Poddajecie się, i jeszcze śmiecie stawiać warunki? - Wyśmiała go Tano. - W zasadzie.. Są dwa wyjścia. Albo dołączycie i zostaniecie niepokonaną armią separatystów albo... Zabawnie jest po prostu was zabijać, jesteście bezbronni. Powiedzmy to sobie wprost. Nie stanowicie nam ŻADNEGO podkreślając ŻADNEGO zagrożenia. -
- Nasze warunki to: Republika jak i Separatyści i Imperium Sithów zawierają sojusz, przestajecie podbijać planety należące do Republiki. - Powiedział Rex. -
- A co moje Imperium by z tego miało? - Zapytała z kpiną -
- Kamino, 20 planet Republiki, 560 miliardów niewolników, i płace od WAR 90 miliardów kredytów miesięcznie. - Powiedział -
- Mhmm...  .A jaką mam pewność że nie wystawicie nas do wiatru? - Powiedziałam okrążając go. -
- Możesz wziąć mnie pod zastaw. - Powiedział -
- Interesujące... Dobra, zgadzam się. Brać go. - Powiedziała do swoich Droidów-Ochroniaży którzy wyciągnęli Rexa aż do statku Separatystów. -
- A jeszcze jedno. Stacja zaminowana. - Warknęła tylko i wyszła, pozostawiając ich w osłupieniu. -

  Kiedy Ahsoka była już na mostku niszczyciela patrzyła na płonącą placówkę Republiki, jej słudzy wlekli Rexa.Kiedy klon stanął obok Tano, zauważył tylko wybuchający kawałek placówki.
-Przypatrz się, zaraz będzie po was ani śladu, a ty będziesz ostatnim z tych żałosnych klonów. -
Ahsoka wysunęła tylko ręce i już wiedział co zrobi, że nic jej nie powstrzyma. Zniszczy ośrodek mocą. Kolumny trzymające placówki pękły. A sama placówka uniosła się w górę. On nie mógł uwierzyć. Podniosła coś co ważyło przynajmniej tyle ile 100 niszczycieli! Nagle kilkadziesiąt placówek złamało się na pół  i wypadali z nich żywcem ludzie. Miliardy klonów zostało schwytanych na statki, a reszta się utopiła, wraz z maszynami kroczącymi, statkami, i innymi rzeczami.
-j.j.jesteś potworem... - Wydukał tylko Rex-
-Wiem. - Odpowiedziała z psychodelicznym uśmiechem. -
Ahsoke wymęczyło zatopienie całej stacji. Teraz tylko kurs na Coruscant.
-Komandorze, kurs Coruscant. Nawiąż kontakt z moim mentorem. Skywalker zabity a Kamino zniszczone. - Warknęła chłodnym, stalowym głosem. -
-Rozkaz Rozkaz - Powiedział swoim głupim powiedzeniem. -
Sithowie znów zapanują nad galaktyką....
---------------------------------------------------------------------
 Rozdział pisany przez Treacer Chicata i Alcheyowski!
Czymajta sieee!!
---------------------------------------------------------------------

piątek, 17 sierpnia 2018

Rozdział 14

   -==Statek Separatystów | Orbita Kamino | Kosmos==-

    Nie mogła dłużej siedzieć. Dobrze wiedziała że zaraz rozegra się tu bitwa, która zmieni życie
wielu osób. Wstała, pozwalając by jej ostro-czarne szaty zachwiały się na jej ciele, kierując się do sali dowodzenia. Kiedy szła przez korytarze w czarnym jak smoła a zarazem pięknym stroju, wyczuwała osobę na której naprawdę kiedyś jej zależało. Anakin. Był daleko, czuła to. Nadlatuje z resztą floty Republiki. Tylko Anakin nie wie że nie ma ich nad Coruscant. Kiedy weszła do sali dowodzenia zauważyła wielu niby ważnych dowódców separatystów. A prawda była taka że przewyższała ich intelektem mimo że była dużo młodsza. Zwołując naradę usiadła przy stole i włączyła hologram bazy republiki na Kamino. Obok jej zasiadali tacy ludzie jak Nute Gunray, Rune Haako oraz Admirał Trench. Kiedy wszyscy przyszli zaczęli naradę.

    Wszyscy dowódcy rozplanowywali ataki, a tak naprawdę ich nie słuchała. Pogrążyła się w własnych myślach. Wiedziała że tak naprawdę nie boją się jej. A tego co może zrobić. Myślała tak około 30 minut, aż wyrwał ją głos Admirała Trencha.
- Moim zdaniem nie powinniśmy zaatakować. - Powiedział Admirał - Nie mamy jeszcze tyle floty, a Republika i tak się już nie podniesie. -
 - Więc proponujesz się poddać? - Powiedziała. Jej twardy wręcz metaliczny głos rozbrzmiał na sali a wszyscy inni dowódcy od razu ucichli. -
- Na razie mamy tylko takie wyjście, pamiętajmy że Republika ma jeszcze 80% swojej floty. - Odparł admirał -
- Czy myślisz że jestem głupia, by porywać się na ich flotę z 3 krążownikami? - Powiedziała tym samym tonem co zawsze. Nie umie innym mówić. -
- Lady, nie mówię że jesteś głupia, tylkoo... argh... - Złapał się za gardło i wisiał 3 metry nad ziemią.-

    Po chwili duszenie ustało a admirał łapał powietrze na podłodze. Wszyscy dobrze wiedzieli  by nie lekceważyć jej siły, potrafi być nieobliczalna. Wielu z nich podświadomie uważało ją jeszcze za dziecko ale bali się to powiedzieć w twarz. Nawet nie zdążyli by wtedy błagać o litość jak ich ciała zostały by spalone przez salwy błyskawic.
- Taktykę zostawiam wam, i lepiej by była skuteczna. Bo każdą osobę odpowiedzialną za jakąkolwiek porażkę osobiście zabije na głównym placu na Coruscant. - Warknęła tylko swoim mrocznym stalowym głosem i wyszła. -

    Poszła do swojej sali medytacji i usiadła na jednym z foteli. Ciemna strona mocy nie pogrążyła jej jeszcze doszczętnie, ale już nie można było jej zabić z byle blastera. Odprężyła się i pogrążyła się w mocy. Dzisiaj jeszcze ma się jeszcze spotkać z jej mentorem. Jeszcze tego jej brakowało. Po około 30 minutach wstała. Nie mogła  usiedzieć, nie teraz. Wyszła z sali i szła przez długie ciemno-szare korytarze. Mijała poziomy więzienne, szkoleniowe, zaopatrzeniowe, aż w końcu doszła do hangaru. Wtedy jak się spodziewała wylądował wahadłowiec Republiki, z którego wyszedł stary pomarszczony mężczyzna w czarnej szacie. podeszła do niego i uklękła przed swoim mistrzem.
-Wstań, mój uczniu. - Powiedział ochrypłym ze starości głosem. -
-Witaj, mój mistrzu. - Powiedziała tym samym głosem co zawsze idąc obok swojego mentora. -
-Jak przygotowania do ataku... - Zapytał -
-Dobrze... Ci głupcy już szykują naszą armie. - Odpowiedziała. -
-Dobrze... Bardzo... Dobrze... - Powiedział i zaśmiał się pod nosem ochrypniętym głosem. -
-Pora dokończyć twoje szkolenie, młoda Ahsoko... - Zaczął -
-Oczywiście mistrzu.. - Powiedziała. -

    Przez następny tydzień mroczny lord Sithów nie pozwalał żyć Ahsoce, ucząc ją przy tym walki jak i zarazem używania mocy do takich rzeczy jak między innymi czytanie w myślach. Po tygodniu odleciał na Coruscant, a Ahsoka była praktycznie pogrążona w ciemnej stronie mocy. I teraz nikt, absolutnie nikt, nie podważy jej decyzji ani nie stanie na jej drodze. Dobrze wie że musi kiedyś zabić swojego mentora, jak i Hrabiego Dooku. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie ma na to sił. Musi poczekać. Wyraźnie czuła zmianę w jej ciele, większe pobudzenie. Poczuła zmianę w swoim ciele. Zmianę ogólną. Upadła na podłogę zwijając się z bólu. Po około 4 godzinach takich udręk ból ustał. Chwiejąc się wstała i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Teraz była wzrostu standardowego Togrutanina jakieś 190 cm. Czarno-Czerwone tatuaże na niektórych miejscach, i nowe ślady na jej lekku. Wyglądała... mroczniej. Teraz dopiero stawała się Sithem... A to był dopiero początek...

    Wstała już pewniejszym krokiem, i dopiero teraz poczuła jak ciemna strona ją otacza. Wyczuwała ją, mocno, wyraziście. Już nie było odwrotu. Miała taką siłę... Dzięki której mogła pokonać jej mistrza... Ale to jeszcze nie teraz... Nadal niestety jeszcze się chwała więc jak chodziła rozbijała się o korytarze. Jeszcze raz spojrzała na siebie w lustrze i zauważyła, że wygląda jakby miała 20-30 lat.. Lekku sięgało jej prawie do pasa. W ogóle jej zdaniem wyglądała lepiej. Kiedy teraz wychodziła na korytarz przewracała się jeszcze na ściany. Poszła do swojej sali tronowej i usiadła na tronie. Patrzyła teraz tylko na galaktykę i w głębi duszy cieszyła się. Teraz już nikt nie będzie jej stał na drodze... A galaktyka w końcu będzie należeć do niej...

-==Statek Ocalałych | Flota Republiki | Kosmos==-

*Echimi POV*

    Słyszałam rozmowę mistrza Kenobiego z mistrzem Skywalkerem. To prawda że on czuje litość do lorda Sithów? Do osoby która zabiła setki osób? Wiedziałam że jest mu poprostu, najzwyczajniej w świecie żal. Byłam z Ahsoką kiedyś najlepszymi przyjaciółkami, ale czy to prawda? Sama już nie wiem...  Kiedy tak szłam korytarzem nagle cały statek się zatrząsł. Podbiegł do mnie jeden z klonów i pomógł mi wstać.
- Co się dzieje?! - Krzyknęłam -
- Separatyści atakują! - Powiedział żołnierz, kiedy nastąpił kolejny wstrząs. -

    Flota radziła sobie gdyż zaatakował tylko 1 statek. Ewakuowano większość floty. Wtedy wyleciał tylko 1 myśliwiec, nietypowy. Po wylocie myśliwca ewakuowano prawię wszystkie jednostki z statku. Zostali tylko ja, 3 oddziały klonów i 3 mistrzów jedi. Kiedy wypuszczono nasze myśliwce były chwile później nieubłaganie niszczone przez myśliwiec. Kiedy postanowiłam zobaczyć kto pilotuje tym okrętem tylko poczułam ciemną stronę. Potężną. Ciemną. Stronę. Wiedziałam kto to pilotuje. Ahsoka. Po około 20 minutach walk, wszystkie nasze myśliwce zostały zniszczone bez żadnej szkody. Nagle myśliwiec zadokował do jednego z portów w naszym małym krążowniku.
-Sithowie tu idą! - Krzyknęłam do oddziałów - Wycofujemy się!

    W ostatniej chwili zakneblowaliśmy drzwi do korytarza głównego by chwile później zobaczyć 2 ostro-czerwone klingi wbite w drzwi. Wydałam rozkaz do odwrotu i znalezienia jakiegoś myśliwca...

*Ahsoka POV*

    Raz za razem czułam w mocy ginących pilotów, z którymi kiedyś niszczyłam moją dzisiejszą armię droidów. Kiedy zniszczyłam ostatni myśliwiec wylądowałam w jednym z doków krążownika. Wyczułam wiele osób na tym statku. Wrażliwych na moc. przebiłam zablokowane drzwi i wysadziłam całe światło na statku. A jedynym światłem był blask moich zapalonych mieczy. Zobaczyłam 3 rycerzy Jedi i padawanów, z 20 klonami. I tu zaczęła się zabawa.
- Odwaga jest zgubna... - Powiedziałam z psychotycznym rozbawieniem, kpiną jak i mrokiem w głosie. -

-==Okręt Główny | Flota Republiki Galaktycznej | Kosmos==-

*Anakin Skywalker POV*
 
    Siedziałem w swojej kwaterze. Zostawili ten krążownik. Wyczułem tam moją padawankę, z którą i tak mnie nic nie łączy. Może jak zginie to Obi-Wan odpuści? Tego nie wiem. Widziałem tamten myśliwiec. Wiem kto to był, to była osoba, której powrotu bardzo chciałem i teraz chcę. Ahsoka.

    Wyszedłem na korytarz. Nie mogłem usiedzieć na miejscu. Chodziłem w te i na zad. Kiedy już miałem wracać do swojej kwatery usłyszałem że ktoś za mną stoi. 
- Anakinie. - Zaczął Obi-Wan. - Chodź do sali rady Jedi. -
- Ehh, po co Obi-Wanie - Zapytałem z irytacją i zmęczeniem w głosie. -
- To ważne. - Odpowiedział i pociągnął mnie tylko za ramie. Wyrwałem się i poszliśmy do sali rady jedi. -

    Po chwili byliśmy już w sali. Zastałem tam kilku jedi min. Aayle Secure, Adi Gallie, Ki-Adi Mundy'ego i Yodę.
- Usiądź, Skywalkerze młody. - Rozkazał Yoda, a ja usiadłem na jednym z wolnych miejsc. -
- Po co miałem tu przyjść? - Zapytałem -
- Chodzi o twoją padawankę, Skywalkerze. - Powiedziała Adi Gallia - O Ahsoke. -
- Więc słucham, co mam zrobić? - Niecierpliwiłem się już, zwłaszcza kiedy chodzi o Ahsoke. -
- Na jej okręcie mamy szpiega. Neimoidianina. - Zaczęła Aayla Secura. - Obecnie w galaktyce jest trzech lordów Sithów. Ahsoka, Dooku i ten tajemniczy lord co szkolił ich oboje jak i Maula. -
- Sithowie nie mogą odtworzyć zakonu Sith, i szkolić coraz nowszych adeptów. Inaczej będzie oznaczało to koniec Republiki, koniec zakonu Jedi, nastanie koniec wolności. -  Dodała -
- Więc co mam zrobić? - Zapytałem -
- Zabić lub przeciągnąć Ahsoke na jasną stronę mocy. - Powiedziała bez ogródek. -
- Ja... Nie mogę zabić Ahsoki. - Wstałem i wyszedłem. Słyszałem jak mój były mentor wołał moje imię, ale średnio mnie to obchodziło. Szedłem przed siebie omijając wiele osób, które widziałem lub znałem z świątyni Jedi, a także klonów.
- Anakinie! - Krzyknął po raz setny Obi-Wan. W końcu stanąłem i odwróciłem się. -
- Odczep się Obi-Wanie! - Krzyknąłem i zacząłem iść dalej. -
- Musisz to zrobić! - Krzyknął jeszcze zanim zniknąłem za zakrętem. -
    Nie zrobię tego. Nie mogę. To jest mój Smarkuś. Moja siostra. Nie zrobię tego. Prędzej umrę niż to zrobię...

 -==Coruscant==-

    Miesiące mijały a rządy Ahsoki terroryzowały Coruscant. Świątynia Jedi została przekształcona w Akademie Sithów, która wyszkoliła już 20 istot wrażliwych na moc. Ahsoka została Mroczną Lady Sithów i na jej rozkaz wybudowano pałac Sithański. Na ulicach Coruscant przemierzały często oddziały droidów. Senat został obalony, senatorów oskarżono o zdradę, a tych którzy przebywali na Coruscant zabito.
Znowu odbywała się egzekucja zwolenników Republiki, a plac przed Akademią Sithów przelany był krwią tysięcy istot. Tu na Coruscant, rozpoczęły się nowe rządy Separatystów.

    Dla Ahsoki był to kolejny "normalny" dzień. Szła korytarzami swojego pałacu, zbudowanego na projekcie Świątyni Jedi. Doszła do dużego, szaro-białego pomieszczenia wypełnionego wieloma regałami na których leżało mnóstwo dziwnych artefaktów. Od holocronów Sithów, kolekcji wielu mieczy świetlnych, aż po mikstury i inne rzeczy alchemiczne. Ale holocrony leżące na półkach były nic nie warte. Podeszła do końca sali, i otworzyła tajne przejście ukryte w ścianie. Szła przed siebie mijając ogrom holocronów zamkniętych w specjalnych regałach. Teraz interesował ją tylko jeden. Holocron, który posiada informacje, które pomogą jej osiągnąć ten jeden cel. Główny Cel. Nieśmiertelność. Mocą wyciągnęła holocron  znajdujący się 20 metrów nad ziemią, i wyszła z sali. Trzymała w swojej dłoni zagładę rycerzy Jedi, o ile informacje w nim zawarte są prawdziwe.

    Zamknęła tajne przejście, i ruszyła do jednej z wielu komnat medytacji.. Cały jej Pałac, wyglądał prawie tak samo jak Świątynia Jedi tylko że mroczniejsza, ciemniejsza, surowsza. Kiedy doszła do sali zauważyła tylko jej Droidów-Strażników. Droidy zostały zbudowane na projekt ochroniarzy Grieviousa. W zasadzie to byli oni. tylko przebudowani.
- Nie wpuszczać nikogo przez cały dzień... - Warknęła tylko na odchodne chłodnym stalowym głosem. Teraz raczej taki tylko jej pozostał.? -
- Rozkaz Rozkaz. - Powiedział ochroniarz basowym robotycznym głosem ich głupie powiedzenie. -
30 minut później była gotowa. Usiadła na środku sali i roztworzyła mocą holocron. To co tam zobaczyła przeszło jej wszelkie oczekiwania. Niestety, nie było tego co ją zadowala, ale były też pożyteczne rzeczy...

    Dni mijały szybko a Pałac zamienił się w siedlisko ciemnej strony. Od rana biliardy mieszkańców stało na placu głównym przed Akademią Sithów. Zebrali się tam wszyscy lordowie sithów, i uczniowie jacy tam byli. Ahsoka stała pośrodku wielkie platformy, a 20 jej ochroniarzy stało ukrytych w cieniu, jak i w tłumie. Za chwile miało zacząć się przemówienie. Coruscant zostało ostatecznie stolicą Sithów.
- Republika odstąpiła o walk o te planetę! Zostawili was tu, bez pomocy, bez wsparcia, bez niczego! - Zaczęła Ahsoka swoim mrocznym chłodnym stalowym głosem który rozbrzmiewał na okoliczne ulice. - Republikę nie obchodzą wasze losy! Jedyną szansą na dogodne życie z dala od wojen, to przyjąć nowy ustrój, jakim jest Imperium Sithów. Więc macie wybór. Jedyny raz na resztę waszego życia. Albo zaakceptujecie zmiany które tu nadchodzą albo... Wasze bunty po prostu znikną. Zginiecie. I nikt nie będzie wiedział że nawet istnieliście. ... Niech żyje Imperium Sithów! -

    Flaga Republiki zapłonęła a senatorowie tacy jak Ivor Drake czy Tanner Cadaman zginęli... Teraz rozpoczęła się nowa era Sithów. A Republika jest już tylko kwestią czasu. Ahsoka dobrze wiedziała że niedługo jej mistrz padnie martwy, a wtedy sama się zajmie jej nową potęgą... Bez Hrabiego Dooku i jej mentora...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
It's My Life maj rozdział. Niestety, pisany na nerwach przez jakiegoś popapranego wodociągu
Ale i tak moim zdaniem fajny. Łapcie a teraz widzę tylko pozytywne komentarze!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 15 sierpnia 2018

Publikacja!

Zapraszam na mój gotowy w końcu film zainspirowany filmami Treacer Chicata!:
[Klik!]

Rozdział 13

-==Statek Floty Republiki | Kosmos==-

*Anakin POV*
 
       Był poddenerwowany całą tą sytuacją. Miał zastąpić Ahsokę jakimś obcym padawanem?! Nie było to dla niego możliwe w tym momencie. Jednak jego były mentor tak szybko nie odpuszcza i będzie dręczył wybrańca, aż ten w końcu się zgodzi. To była jedyna cecha Kenobiego, która na prawdę przeszkadzała Anakinowi. Jego upór nie zawsze był potrzebny. Według wybrańca to wcale nie pomagało, ale sam się tego nauczył. 
- Anakin!- usłyszał za sobą. Odwrócił się, żeby zobaczyć kto i co chce. Oczywiście, że to Obi-Wan. Wiedział o tym już zanim się odwrócił. Miał dosyć tego, że jego były mistrz wykrzykuje jego imię setny raz. Postanowił się zatrzymać, żeby jego przyjaciel do niego dobiegł.- Wołam do ciebie... Chyba z setny raz.- wysapał starszy
- Mistrzu, nie mam zamiaru przyjmować żadnego nowego padawana. Nie chcę zastępować Ahsoki nikim innym. Nawet najlepszym padawanem na świecie! Ona jest moją siostrą i nie oddam jej nikomu i nie zastąpię jej. Jest jedyna w swoim rodzaju i nie ma takiej samej dziewczyny jak ona.- wyjaśnił Skywalker
- Anakin... Wiesz, że Jedi nie mogą się tak przywiązywać.- zaczął Obi-Wan
- Wiem mistrzu! Wiem, ale Ahsoka... Ty nigdy nie zrozumiesz!- zarzucił Anakin
- Zasada pozostaje zasadą, Anakinie. Nigdy się nie zmieniła ani nigdy się nie zmieni. Tak jak ci tłumaczyłem na początku: "Nauczanie to przywilej i do obowiązków Jedi należy szkolenie następnych pokoleń".- zacytował swoje słowa
- Nie odpuścisz?- zapytał ze zrezygnowaniem młodszy. Kenobi pokręcił głową na prawo i lewo. Oznaczało to, że jego upór sięga ponad jakiekolwiek granice wyobraźni.- Zgoda... Ale jeśli to jest ktoś taki jak ty to przysięgam, że zostawię ją na polu bitwy i nie wrócę!- zagroził rozluźniając atmosferę. Kenobi lekko się uśmiechną i przedstawił nową padawankę Anakina. Nie była jakaś wyjątkowa. Wyglądała przeciętnie jak na padawana. Nie była wysoka, ani za niska. Miała niebieską skórę i brązową koszulkę z kremowym pasem. Włosy koloru srebrnego, tak jak oczy. Bardzo przypominała Ahsokę, ale Anakin nadal nie mógł pogodzić się z jej stratą.

*Ahsoka POV*
 
          Co było w tym wszystkim najzabawniejsze? To, że nikt nie bał się jej samej, tylko tego co mogła zrobić. Nie miała żadnych hamulców poza wspomnieniami i nostalgią związaną z jej byłym mentorem. Nikt ani nic teraz nie miało nad nią kontroli. Pełna samowolka w każdym tego słowa znaczeniu. Jednak nadal jest parę osób od niej potężniejszych. Na przykład sam Hrabia Dooku, albo jej teraźniejszy mistrz. Jednak nie mogła się mierzyć z żadnym z nich. Jak narazię była na to za słaba i zdawała sobie z tego sprawę. Choć według zasady dwóch, musiała się w końcu zmierzyć z samym Lordem Sithów, który uczynił ją tak potężną. Jednak to jeszcze nie teraz. Miała zamiar powoli stopniowo nabierać sił, aż w końcu odważy się stanąć na przeciw swojego wzoru. 
            Stała przed szybą na swoim statku. Widok był piękny. Gwiazdy w nadprzestrzeni tworzą białe smugi na błękitnym tle, co wyglądało bajecznie. Jednak po jakimś czasie wydawało się to rutynne i zaczynało robić się nudne. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak Ahsoka. Nienawidziła czekać jako Sith i jako Jedi. Cierpliwość nie była jej mocną stroną. Przechodziła tyle testów jako padawan, ale te które były związane z tą cechą - oblewała. Za to kochała adrenalinę. Uwielbiała jak moc mierzwi ją po każdej części ciała i pobudza do pracy najmniejszy jej narząd. W tedy była na prawdę skupiona na tym co się dzieje w okół. Niewielu Jedi to potrafi. Jej były mistrz nigdy nie umiał zapanować nad emocjami. Zawsze się poddawał pod ich kierownictwo, co często nie wychodziło mu na dobre. Chodź robił w tedy rzeczy, których żaden inny Jedi nie potrafi. Nawet Yoda.
- Lady.- skrzypną droid
- Tak?- mruknęła groźnie srogim głosem. Teraz nie potrafiła inaczej mówić do nikogo.
- Zbliżamy się do Kamino. Pani mentor oczekuje na połączenie.- odpowiedział automat
- Powiedz mu, że jak na razie jestem zajęta.- odmruknęła
- Rozkaz, Rozkaz.- powiedział tym ich głupim, dwu-wyrazowym zdaniem. 
         Dalszą drogę nie spędziła jakoś wyjątkowo. Po prostu chodziła w te i na zad po całym statku, wydzierając się ja wszystkich. 

*Statek ratunkowy z Corusant | Garstka ocalałych*
          Paru Jedi siedziało w kółeczku na fotelach. Nie były to te same siedzenia co w świątyni, ale Jedi się nie przewiązują. Ocalałych nie było dużo. Mistrz Yoda, Aayla Secura, Kid-Adi Mundi i paru padawanów. To był mroczny dzień dla zakonu. Wszyscy byli roztrzęsieni. Nie mieli pojęcia, że tyle przyjaciół mocy zginie w zaledwie trzy godziny przez jedną padawankę. Ahsoka nigdy nie była by zdolna do czegoś takiego. Najbardziej przeżył to Anakin. Tano była jego padawanką, a teraz pewnie nawet on w to wszstko nie wierzy. Ahsoka była jego najlepszą przyjaciółką, siostrą w mocy, padawanką, ale też miała o wiele, wiele większe znaczenie. Dla niego była jedyną osobą w całej galaktyce, która potrafiła w taki sposób kwestionować jego rozkazy. 
         Po kilku minutach narady wszyscy się rozeszli. Mistrzowie wyszli z sali i kompletnie nikt poza nimi nie wiedział o czym rozmawiali. Żaden padawan, adept, ani nawet niektórzy Rycerze Jedi nie chcieli się domyślać o  co chodziło. Nie było im to potrzebne. Dla nich to była po prostu rozmowa paru członków najwyższej rady. Co w tym złego? A no właśnie nic. Ale gdyby sprawa nie była najwyższej wagi, to mistrz Yoda nie zwoływał by posiedzenia natychmiast. Tylko niewielu chciało wiedzieć o co chodzi. Jedną z tych niewielu była Treacer Chicata. Z natury jest bardzo ciekawska. Wszystko musiała wiedzieć i o wszystkim pamiętać. Przynajmniej w jej własnej ambicji. Inni nie oczekiwali od niej jakiś wielkich rzeczy. Była towarzyska, otwarta, zabawna i pewna siebie. Każdym się  interesowała. Nie było padawana, adepta, mistrza Jedi, z którym nie rozmawiała. To samo było z żołnierzami. Co prawda nie zagadała do każdego, jednego klona. Są ich miliardy. Nie potrafiła porozmawiać z każdym osobno. Choć bardzo by chciała, to jest niemożliwe. Miała wiernych przyjaciół wśród nich, ale oni lojalność mieli wszczepioną od lat. Nie dało się wyczuć czy służą, bo chcą, czy muszą.
- Hej!- krzykną dziewczęcy głos z tyłu- Dlaczego jesteś taka smutna?
- Ja?- dopytałam się zdezorientowana. Wiedziała kto to jest. Wyczułaby ją wszędzie. Arona Soltro, znana uzdrowicielka. Przeżyła tylko i wyłącznie dzięki pomocy Yody. Obronił ją kiedy salwa pocisków leciała w jej stronę. Była od Treacer o trzy lata młodsza.- Nic, nic... To tylko taki kaprys.
- Ej... Widziałam tą minkę tylko raz i przy poważnej okazji.- sprzeciwiła się młodsza
- Masz rację.- przyznała Treacer- Ostatni raz miałam taki humor, kiedy odszedł mój mistrz... Ahsoka była moją najlepszą przyjaciółką.- zwierzyła się
- Przykro mi to słyszeć. Ale zawsze się podnosiłaś i szłaś dalej! I tym razem jakoś sobie poradzimy.- odpowiedziała z zapałem Arona.
- Eh... Może i masz rację... Jedynymi osobami, które mogłyby mnie teraz pocieszyć są Ahsoka, Dogio i Echimi.- powiedziała z nostalgią
- Ale... Ich przy nas nie ma. Przykro mi z powodu Dogia. Byliście zgranym duetem... A gdzie jest Echimi?- dopytała Soltro
- Przydzielili ją do Anakina.- odpowiedziała Treacer
- Ma dziewczyna szczęście.- uśmiechnęła się
- He... Zawsze miała.- odpowiedziała starsza tym samym wyrazem twarzy.
       Dalej szły korytarzami statku, na którym znajdowała się resztka wrażliwych na moc istot ze świątyni. Sporo ich minęły na holu. Nie liczyły, ale niektórych nawet nie widziały. Pierwszy raz zauważyły, że w świątyni wszystkich kojarzy tylko i wyłącznie mistrz Yoda. 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział pisany jak wierną mocy Treacer Chicate i wiesz co ci powiem chicata? Smutałem jak doszedłem do końca rozdziału bo był best. Może i były błędy jak "racjia" (To nie russia! xd) ale poprawiłem i jest ok. Czymajta sie
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wyniki!

Witajcie! Wiem, wyniki miały być jutro ale będą dzisiaj bo tak chce! ^_^
Otóż, dostałem wiele fajnych prac, od anonimowych użytkowników naszego bloga, jak i z bloga Mrocznego Kiwi.

Teraz ogłoszę wyniki:

1 Miejsce: Treacer Chicata
2 Miejsce:  (Nick zastrzeżony przez autora pomysłu)
3 Miejsce:  (Nick zastrzeżony przez autora pomysłu)

Gratulujemy! Propozycja współpracy została wysłana na E-Mail wygranego!
Post zostanie opublikowany! 
 

sobota, 11 sierpnia 2018

|» Konkurs! «|

Witajcie! Ogłaszam konkurs na rozdział 13!
Kto napisze najlepszy i najdłuższy rozdział 13 dostaje:
--1 miejsce-- = Propozycja współpracy + Opublikowanie rozdziału.
--2 miejsce-- = Przemyślenie opublikowania na dalsze rozdziały.
--3 miejsce-- = Fragmenty zostaną dodane do innych rozdziałów!
----
» :Konkurs aktywny od: 2018-08-11 do: 2018-08-16
» Nie przegap!
----
UWAGA! Każdy błąd ortograficzny będzie karany -1 punkt! 
Każdy -1 punkt = -1 Miejsce na podium!
----

środa, 8 sierpnia 2018

Ważne Pytanie

Witajcie! Czy chcecie bym założył 2 blog i pisał na obu? 2 blog zajmowałby się działaniami na przykład po rozkazi 66 lub po Przebudzeniu Mocy.

Rozdział 12

-==Orbita Coruscant | Kosmos==-

Bitwa nad orbitą Coruscant trwała w najlepsze. Z każdą chwilą coraz więcej odłamków spadało na Coruscant, łącznie z resztkami statków jak i Republiki jak i Separatystów. Na krążowniku Republiki Galaktycznej "Leventer" pod dowództwem admirała Nilsa Tenanta rozpoczął się abordaż.
-Komandorze Cody! - Krzyknął Tenant do mikrofonu wbudowanego w pulpit na jednym z mostków niszczyciela.  - Nie pozwolić separatystom się przedrzeć! - Rozkazał -
-Sir nie możemy! - Usłyszał głos z mikrofonu Tenant. - Droidy przedarły się do sali z rannymi, wycofaliśmy się do pierwszego centrum dowodzenia, nie poradzimy sobie bez pomocy floty! - Odpowiedział Cody i chwile później Tenant usłyszał krzyk Codiego. -
- Szlak! - Krzyknął Tenant - Żołnierzu! - Podbiegł do jednego z kilku żołnierzy co zostali na mostku.-
-Yes Sir! - Zasalutował oficer-klon -
-Przydzielić każdemu żywemu kapsułę ratunkową i wystrzelić na coruscant - Rozkazał -
- Yes Si.. - Żołnierz nie dokończył z powodu wypalonej w jego ciele dziury po pocisku z blastera -
Zanim Admirał Tenant zdążył cokolwiek powiedzieć leżał martwy obok swojego towarzysza, z tym samym grymasem bólu i zaskoczenia wymalowanym na twarzy. Całą operacje ataku na Republikę przeprowadził Admirał Trench. Trench podszedł do panelu na mostku i włączył projektor hologramów. Sekundę później sylwetka Hrabiego Dooku wyświetliła się nad projektorem.
-Hrabio. - Powiedział Trench - Zgodnie z twoim planem, Coruscant zdobyte. -
-Świetnie... - Odpowiedział Hrabia. - Admirale. Udasz się na coruscant, do siedziby Senatu. A konkretniej do sali Kanclerza. -
-Oczywiście Hrabio - Odparł Admirał -Ale jeżeli mogę wiedzieć czemu? -
-Będzie tam na ciebie czekać... Nowa uczennica mojego mistrza... - Powiedział -
-Oczywiście. - Odpowiedział tylko i zakończył transmisje. -
-Przyszykować mój statek. - Rozkazał Trench -
-Roger Roger- Powiedział droid -

-==Siedziba Senatu Galaktycznego | Coruscant==-

*Ahsoka POV*

Minęło 20 dni od ostatnich wydarzeń... Jedi zdążyli się ewakuować, Skywalker z ścierwem z Naboo uciekli... Ale teraz, w końcu jedi upadli, a ja zajęłam na swój rząd stolice ich "Republiki Galaktycznej" Siedziałam na swoim tronie, patrząc na oddziały droidów, strzelające w resztki żołnierzy Republiki.
-Zabawmy się.. - powiedziałam sama do siebie i zacisnęłam pięść patrząc się na oddziały Republiki. -
Chwilę później wszyscy ich żołnierze zaczęli unosić się w powietrzu, chwytając się za gardła. Chwile później ich ciała zostały zabrane przez droidy.
-Lady - Powiedział droid wchodząc do mojej sali tronowej specjalnie dla mnie zbudowanej. -
-Mhm? - Mruknęłam tylko nawet nie wysilając się na niego spojrzeć. -
-Przybył Admirał Trench - Powiedział bez żadnej reakcji w głosie. A czego ja się spodziewałam? To tylko pusta puszka do wykonywania rozkazów...  -
-Kto? - Zapytałam z pogardą w głosie. - A... Już kojarzę... Każ by wszedł. - Rozkazałam. Właściwie dopiero teraz zauważyłam że mój głos zmienił się na typowo metaliczny. -
Chwilę później wszedł do sali mężczyzna, trochę wyższy ode mnie zauważalnie zestresowany.
-Moja Pani. - Uklęknął przed moim tronem który został usadzony na dodatkowym wzniesieniu. -
-Darujmy sobie formalności admirale. - Powiedziałam znudzona tym wszystkim. - W jakiej sprawię przyleciałeś? - Zapytałam z tym samym tonem co wcześniej -
-Flota Republiki na orbicie zniszczona, teraz trzeba poprowadzić atak na ich główną siedzibę która znajduję się na Kamino. - Powiedział z ostrożnością w głosię. -
-Już się tym zajęłam. - Odpowiedziałam -
-Nalegałbym omówić to jeszcze. - Powiedział, już chyba wiem o co mu chodziło. -
-Sądzisz że jestem głupia? - Zapytałam ze złością w głosie -
-Al-Ależ skąd, n-n-nie o to mi chodziło-o... - Odparł z wyraźnym strachem w głosie i z zestresowaniem -
-Już rozumiem o co ci chodzi.. - Powiedziałam z szyderczym uśmiechem, na który on zbladł - Chodzi ci o to że jestem za młoda? że mam tylko 16 lat? -Powiedziałam obracając i podrzucając powoli mieczem świetlnym. To zawsze działa. -
-J-Ja... - Nie mógł sklecić słowa ze strachu. Jak oni bardzo boją się śmierci... -P-Przep-praszam z-za ś-ś-śmiałość... - W końcu wydukał -
- Dobrze... - Zaczęłam - Co do twojej śmiałości, to pomyślę jakie wnioski mam z tego wciągnąć. A co do planów droidy ci je przekażą - Powiedziałam znudzona z obojętnością w głosie. - A teraz wyjdź.. -  Dodałam a on natychmiast skłonił się i wyszedł. -
Postanowiłam się przejść do mojego pałacu który kiedyś był świątynią Jedi. Do teraz kazałam zostawić leżące tam miecze świetlne i ślady po ostrzale kolumn i ścian świątyni. To mi przypomina kiedy jeszcze Anakinowi na mnie zależało.. Kiedy byłam jego głupią padawanką... Ehh...
-==Stacja klonowania | Kamino==-

 *Anakin Skywalker POV*

Szykowaliśmy flotę do odbicia Coruscant. Separatyści podwoili swoje siły jak i zarazem flotę. Straciliśmy dużo dobrych żołnierzy takich jak Admirał Tenant. Kiedy zakończyła się narada poszedłem do swojej kwatery. Ta wojna nas wyniszczyła. Wyniszczyła dobro, wyniszczyła Republikę, wyniszczyła jedi, wyniszczyła życie wielu osób. Kiedy tylko ta wojna się zakończy odchodzę z zakonu. Nie mogę tak dłużej żyć. Nie mam już po prostu na to siły. Dziwię się że Obi-Wan jeszcze nie oszalał. Ja wiem pokazuje że sobie z tym radzi ale naprawdę jest wręcz przeciwnie.
Kiedy tak leżałem myślałem o wszystkim co się wydarzyło. Ahsoka. Zabicie Mistrza Windy (Musiałem). Postanowiłem przejść się. Wychodząc z kwatery minąłem jedyne holo-zdjęcie jakie pozostało mi z świątyni. Ja, Obi-Wan i Ahsoka. Kiedy szedłem przez korytarz zauważyłem Obi-Wana jak rozmawiał o nowej strategi z Cody'm*. Doszedłem do kwatery w której wyczuwałem osobę, jedyną osobę dzięki której jeszcze nie zwariowałem. Padmé. Wszedłem do jej kwatery. Kiedy zobaczyłem że spała postanowiłem usiąść przy jej prowizorycznym "łóżku" jakim był wbudowana w ścianę dziura z poduszką. Kiedy siedziałem i patrzyłem na nią zastanawiałem się nad sensem. Sensem naszego życia. Mojego i Padmé. Ukrywanie się ciągłe, kłamanie wszystkim prosto w oczy. To już zaczęło się robić męczące. Kiedy wyrwałem się z zamyślenia zauważyłem że leżałem już koło niej, a Padmé wtuliła się w moją klatkę piersiową. Zamknąłem oczy i po prostu usnąłem. Miałem dość wszystkiego. Wojny. Zakonu. Separatystów. Republiki. Wszystkiego. Po chwili odpłynąłem...
Spałem tak z dobre kilka godzin. Kiedy się obudziłem zauważyłem że Padmé obok mnie już nie ma. Kiedy wstałem zauważyłem wiadomość na biurku.
Jest narada którą zwołał Obi-Wan
Przyjdź szybko.
~Padme
O nie. Wziąłem miecz świetlny i pobiegłem do sali narad. przed drzwiami szedłem już normalnie. Kiedy wszedłem do sali zauważyłem że Obi-Wan już coś mówił. Wtedy zauważyłem że spojrzał się przez chwile na mnie. Mogłem wręcz powiedzieć że patrzył na mnie mówiąc "fajnie że w końcu przyszedłeś". Usiadłem na jednym z foteli i zacząłem słuchać. 
- Kiedy nasza flota wyłoni się z nadprzestrzeni, ja wraz z eskadrą Cieni zaatakujemy mostek Malevolence. - Powiedział - Kiedy zniszczymy mostek wkroczą krążowniki. Anakin wraz z eskadrą Złotych przypuszczą szturm na siły separatystów pod postacią krążowników Munificent. Kiedy uda nam się to posunięcie, ostatecznie będziemy mogli przejść do natarcia naziemnego. - Zakończył -  -Jakieś pytania co do operacji? - Zapytał -
Kiedy Obi-Wan nie usłyszał żadnych reakcji kazał rozejść się i przyszykować się do działań. Kiedy wszedłem do swojej kwatery, odpiąłem miecz świetlny i komunikator i położyłem na biurku. Mam nadzieje że przynajmniej jutro będzie lepsze....
Obudziłem się jeszcze w nocy, znów ten sam sen. Zdjąłem ubranie i poszedłem się umyć. Łazienka nie była specjalnie luksusowa. Ściany i podłoga obkute śnieżnobiałymi kafelkami, a po środku wbudowana wysuwana umywalka. Łazienka była dość mała, nie wiem 3-4 metry. Po lewo w rogu łazienki stała kabina prysznicowa, a po prawo wanna. Rzuciłem do pustej wanny moje ubrania i wszedłem pod prysznic. Siedziałem tam około 15 minut. Założyłem z powrotem moje ubrania i wyszedłem z kwatery. Poszedłem w stronę hangarów mijając przy tym wielu jak i rycerzy jedi jak i żołnierzy. Szukałem Obi-Wana około 30 minut kiedy w końcu znalazłem go jak rozmawiał z jakąś padawanką w wieku Ahsoki. Kiedy podszedłem do Obi-Wana on się odwrócił w moją stronę i powiedział coś do padawanki.
-O Wilku mowa - Powiedział - Anakinie, to twoja padawanka. - Pokazał mi młodą dziewczynę. -
-A oke... Zaraz... emm... Obi-Wanie możemy porozmawiać na osobności? - Zapytałem. Obi-Wan tylko coś do niej powiedział w bliżej nie znanym mi języku która skinęła głową i odeszła dalej w Hangar. -
- A może byś mnie łaskawie zapytał czy chce nowego padawana? - Powiedziałem zirytowany decyzją Obi-Wana. -
- Anakinie - Zaczął - Musisz mieć padawana. - Powiedział -
- Gdzie jest napisane że muszę mieć padawana? - Zapytałem zdenerwowany tym wszystkim. -
- Wiem że nadal cię boli strata Ahsoki. - Powiedział Spokojnie. - Ale nie możesz zatrzymywać się na jednej osobie. -
Kiedy to usłyszałem nie wytrzymałem dłużej. Wyszedłem tylnym wyjściem z hangaru i słyszałem tylko jak wołał mnie bym wrócił. Mam dość Obi-Wana. Mam dość ich wszystkich. Siedziałem w swojej kwaterze parę godzin, kiedy przyszedł Rex i zawiadomił mnie że zaraz wylatujemy. Wziąłem miecz świetlny i poszedłem do Hangaru. Na mostku krążownika czekał już na mnie Obi-Wan z "Moją" padawanką. Kiedy wylecieliśmy ponad orbitę Kamino skoczyliśmy w nadprzestrzeń.. Myślałem nad sprawą mojej nowej padawanki, i wiem że Obi-Wan nie odpuści, musiałem się pogodzić z faktami i zaakceptować decyzję Obi-Wana...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I kolejny rozdział! Musze zrobić przerwę na 2-3 dni ale przysięgam, jak wrócę rozdział będzie gotowy! Trzymajta się!
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 
 

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Rozdział 11

-==Malevolence | Kosmos=--

|3 dzień czystki |

*Padmé POV*

Siedziałam sama godzinami w celi. Słyszałam krzyki Anakina. Co te potwory mu robią... Próbowałam zdjąć elektryczne kajdany. Czekałam około 10 minut aż wrzucili do mojej celi Anakina.
- Annie! - Powiedziałam rozpłakana patrząc na rannego Anakina. Droidy nie mogły mu tego zrobić, droidy nie mają paralizatorów. Chyba że coś się zmieniło w sztuce więziennictwa. -
- Ahsoka.. - Wysyczał tylko z bólu. Czy to Ahsoka mu to zrobiła? Nie... Nie zrobiła by tego Anakinowi... -
Przytuliłam się tylko do ciała mojego męża i płakałam. Płakałam z powodu jego krzywdy. Płakałam z powodu tego co się tam wydarzyło. Anakin podparł się 1 ramieniem o ścianę i zaczął głaszczeć po głowie. Wtuliłam się bardziej w jego klatkę piersiową i przestałam płaczeć. W końcu postanowiłam zapytać co się tam stało.

- Annie...  - Powiedziałam chwiejnym i drgającym głosem - C-co się tam stało?...
- N-Nieważne... - Powiedział - Wyciągnę nas stąd. - Dodał -
- Powiedz mi! - Powiedziałam z udawaną złością tupając nogą o podłogę jak dziecko. -
I tak milczeliśmy przez 20 minut. W końcu powiedziałam.
- To powiesz czy nie?! - Powiedziałam z udawanym gniewem. -
- Nje! - Powiedział -
- Tik! - Odpowiedziałam -
- Nje! - Powiedział znów -
- Tik! - Odparłam -
-Nie Powiem! - Postanowił. Musze wykorzystać moją najmocniejszą broń. -
- Foch! - Fuknęłam i obróciłam się do niego plecami -
- Nie fochaj - Powiedział i szturchnął mnie w plecy -

Szturchał mnie tak z 15 minut aż w końcu powiedziałam.
- Nie szturchaj mnie! - Powiedziała z złością w głosie i udawałam że ugryzłam go  w palca -
- Dzicz z Naboo! - Udał że krzyczy rozhisteryzowany, a ja zaczęłam się śmiać. Wiem. Jestem chora umysłowo. -

Kiedy tak się droczyliśmy wszedł oddział droidów. Dwóch z nich złapali mnie za ręce i wyprowadzili z celi. Anakin coś krzyczał ale nie mogłam usłyszeć. Kiedy mnie tak prowadzili przyjrzałam się okolicznym korytarzom. Widziałam wiele istot zamykanych do cel śmierci, a minute później zabici. W końcu doszliśmy do okrągłej sali. Weszliśmy i zauważyłam ciemny metaliczny wystrój, na środku sali było obniżenie z schodkami, a pośrodku dziury był projektor hologramu. Za projektorem koło szyby z odsłoniętym widokiem galaktyki, był tron. Rzeźbiony, metaliczny tron. I... Nie uwierzyłam własnym oczom.

-Ahsoka?! - Krzyknęłam rzucona u progu tronu tronu znajdującego się na podwyższeniu. -
-Witaj jeden z śmieci Republiki - Powiedziała i odepchnęła mnie mocą wprost na projektor hologramowy -
-A teraz... - Powiedziała - Podejmij decyzję - Dodała -
-Po dobroci Dopowiedziała - Albo... - Wtedy właśnie wyjęła 1 z swoich mieczy świetlnych i zaczęła podrzucać i obracać go w ręce. -
Od razu zbladłam a ona to zobaczyła i uśmiechnęła się tylko szyderczo i powiedziała.
-Widzę że zrozumiałaś moją aluzję. - Powiedziała rozbawiona z kolejnym szyderczym uśmiechem. -
-A-Ahsoka... C-Co s-się z tobą s-stało... - Powiedziałam trzęsąc się i bladnąc. -
-Przejrzałam na oczy padmé. - Odparła z rozbawieniem. - Nadal tego nie zauważyłaś? - Wstała z tronu i zaczęła chodzić po sali w około. Dopiero teraz zauważyłam że była ode mnie sporo wyższa. -
-Nadal nie widzisz jak Republika cię wykorzystuje? - Powiedziała - Widzisz... - Zaczęła -
-Kiedyś byłam tylko padawanką tej miernoty Skywalkera - Powiedziała - A dziś? Zabiłam Generała Grieviousa, osiągnęłam możliwości których Anakin, Obi-Wan i cała Rada Jedi razem wzięci nie osiągnie. Nie musisz ginąć. Dołącz do mnie - Dodała - Dołącz.
-A-Ahsoka... - Zawahałam się - N-Nie mog-gę. -  W tej chwili poczułam na swoim cielę otulenie z salw błyskawic mocy. Krzyczałam w niebo głosy, a na jej twarzy zauważyłam tylko sadystyczny uśmiech.
-Przepraszam Padmé - Zaczęła z udawaną troską. - Musze to zrobić jak nie jesteś ze mną... - Wyjaśniła - Inaczej mój mistrz... Nie byłby pocieszony... - Dodała -
-Pocierpisz z Anakinem, to przemyślisz wszystko. - Oznajmiła - Zabrać ją. Jeżeli trzeba odcinajcie jej kończyny. Zawsze można wszczepić protezy. - Rozkazała -
Później byliśmy torturowani około 2 godzin.  Tracę powoli na ucieczkę stąd. Podczołgałam się do Anakina a on mnie objął ramieniem a ja zaczęłam powoli łkać.
-Mam plan na ucieczkę - Powiedział z bólem - Musisz dać mi czas... -
-D-Dobrze... - Odpowiedziałam -

*Ahsoka Tano POV*

Stałam właśnie patrząc się przez szybę na kosmos. Myślałam jak mam skłonić ich do dołączenia do mnie. Bo wiem że bólem ich do tego nie przekonam. Kiedy myślałam tak wpadł mi pomysł.
-Komandorze - Powiedziałam do droida - Kurs Coruscant. - Rozkazałam -
-Roger Roger- Powiedział i powiedział coś trzem droidom -

-==Plac Świątyni Jedi |Coruscant==-

Ja wraz z dwoma batalionami droidów zmierzaliśmy po schodach do świątyni jedi. Przedarcie się przez flotę Republiki nie było trudne nad orbitą coruscant. Zauważyło nas około 5 padawanów.
-Zaczyna się zabawa - Powiedziałam sama do siebie -
Padawani zaczęli się cofać. i kiedy weszliśmy do głównego holu w Świątyni Jedi przywitali nas tacy jedi jak już nie ranny Obi-Wan, Kit Fisto, Stass Allie. Wydałam droidom rozkaz do zatrzymania się i zapaliłam 1 z mieczy świetlnych.
-Mistrzu Kenobi, widzę że jednak nie jesteś tak słaby by po jednym pojedynku odpuścić? - Powiedziałam z rozbawieniem. Mi chyba naprawdę odbija. - Podobał ci się twój oddział? Szkoda tylko że martwy... - Dodałam -
- Jeżeli myślisz, że jesteś niepokonana to się mylisz Ahsoko - Odparł z spokojem. Już ja go wyprowadzę z równowagi -
-I myślisz że wraz z kilkoma mistrzami jedi stawisz mi opór? - Roześmiałam się - Jeżeli chcesz, to spróbuj. - Wydałam rozkaz droidom do strzelania. Jako 1 umarło paru padawanów. Kiedy droidy przestały strzelać zapaliłam 2 miecz. -
-Rozejść się po korytarzach i zabić każdego Rycerza, młodzika czy Padawana jakiego znajdziecie. - Rozkazałam. Jedi od razu zaczęli rozcinać droidy ale nie zniszczyli nawet 1/50 ich. -
-Pora dokończyć naszą zabawę. Mistrzu Kenobi. -  Powiedziałam rozbawiona z szyderczym uśmiechem. Nie czekając na odpowiedź, Kenobiego poraziły błyskawice mocy. -
I wtedy właśnie zaczęła się walka. Z obu stron nacierało na mnie 2 rycerzy jedi odbijając ich ciosy mieczem świetlnym. Kiedy jeden z rycerzy miał zadać mi cios w głowę odrzuciłam go przez kolumnę, niszcząc ją. Wtedy poczułam jak przez kolano w mojej nodze przechodzi miecz świetlny. Szybko ciągnęłam nogę z miecza i odcięłam głowę sprawcy tego incydentu. Kulejąc szłam do sali Rady Jedi kiedy zauważyłam kilkunastu Mistrzów jedi. Wiedziałam że sobie z  nimi z tą nogą nie poradzę dlatego wyszłam przed świątynie i zabijałam tych którzy próbowali uciec przez ogrody. Wtedy zauważyłam 2 krążowniki które za mną przyleciały i około 30 droidów-sępów. Kiedy miałam wykończyć jednego  z padawanów poczułam na moich plecach pociski od blasterów. Kiedy się odwróciłam i rzucając mieczem w trzech z żołnierzy-klonów czułam tylko ich ździwienie w mocy.
Miałam rozciąć w połowie ostatniego z żołnierzy kiedy widziałam już tylko ciemność...
... Zemdlałam ...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nowy rozdział! Wykonanie rozkazu SZEŚĆDZIESIĄT SZEŚĆ w wersji Ahsoki! Oblężenie świątyni, Ból, Strach, Wszystko co chcecie! Niech moc wena będzie z wami!
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ankieta!

Czy Ahsoka ma wrócić na jasną stronę?

a) Tak
b) Nie

Czy Padme  ma przeżyć?

a) Tak
b) Nie

Czy Ahsoka ma zabić Dooku?

a) Tak
b) Nie

sobota, 4 sierpnia 2018

Rozdział 10

-==Las | Ossus==-

|2 dzień czystki|

*Ahsoka Tano POV*

Po raz kolejny odbijałam uderzenia Obi-Wana, wyrzucając go przy tym w powietrze tak by uderzył w drzewo. To się zaczyna już robić nudne.
-Tylko na tyle cie stać? - Zapytałam z pogardą w głosie. - Czy "Wielkiego Mistrza Jedi" nie stać na coś lepszego? - Wyśmiałam go. -
-Przeceniasz swoją siłę - Odparł z spokojem w głosie. W tym właśnie momencie za pomocą mocy wywindował się w powietrze i atakując mnie, raniąc mnie przy tym w ramie. Puściłam jeden z mieczy świetlnych i puściłam salwę błyskawic w Kenobiego. -
-Zginiesz... śmieciu... Jedi.. - Powiedziałam znudzona już tym wszystkim. podbiegłam do Obi-Wana i przebiłam jego  ramie odcinając mu je. Zaczął syczeć z bólu wyrzucając przy tym swój miecz świetlny. Kiedy miałam już go wykończyć poczułam pociski z blastera wypalające ślady na moich plecach. -
-Czy wy naprawdę myślicie że zabijecie mnie tym? - Powiedziałam z kpiną w głosie. Kiedy to powiedziałam klony wraz z rexem zaczęli strzelać a ja 1 mieczem odbijałam ich pociski. No nic czas kontynuować nudę. -
- Wycofać się do Generała Windu - Rozkazał Rex. A oni strzelając zaczęli biec. Powaliłam przed ich drogą jedno z okolicznych drzew by nie mogli uciec. -
Odpaliłam miecz świetlny i podchodziłam powoli do klonów odbijając przy tym ich pociski. Niektóre trafiały w nogi, w ręce, ale umiałam mocą zatrzymać je tak by tylko robiły ślad na moim ciele. Wyciągnęłam rękę zmuszając przy tym mocą kapitana klonów by zawisł na niej dusząc się przy tym. Kiedy wisiał tak trzymany w powietrzu wbiłam mu miecz świetlny w brzuch. Wyrzuciłam jego zwłoki pod nogi klonów i wypowiedziałam proste zdanie, które spowodowało u nich nową dawkę adrenaliny.
- Kto następny? - Powiedziałam śmiejąc się przy tym jak szaleniec rzucając salwy błyskawic na każdego z żołnierzy. Jeden po drugim wbijałam im miecz świetlny w płuca. Kiedy miałam przebić ostatniego z klonów poczułam że ktoś hamuje mój miecz świetlny  mocą. Obróciłam się i zauważyłam Kenobiego lezącego bez ręki na ziemi z zabandażowanym już miejscem po jego ręce.
- Nie dość ci już mistrzu Kenobi? - Zapytałam z udawaną troską w głosie. On przyciągnął swój miecz i wstał chwiejąc się. Podeszłam do niego i 1 mocnym uderzeniem w miecz upadł. Zgasiłam miecz świetlny i poszłam przez drogę do świątyni na Ossus. Musze wyeliminować niejakiego "Generała Grieviousa". Kiedy stałam przed świątynią 2 droidy B-1 zaczęły we mnie strzelać. Zapaliłam miecz świetlny rozcinając je na pół. Wchodziłam powoli po schodach omijając trupy rycerzy Jedi.
Przesondowałam świątynie mocą i wiedziałam że Grievious jest w Bibliotece.  Wyważyłam mocą drzwi zabijając przy tym wiele droidów do środka. Kiedy szłam przez główny korytarz wiele droidów strzelało we mnie a ja czułam tylko od czasu do czasu sińce na ciele. Stanęłam i zacisnęłam pięść niszcząc przy tym droidy strzelające we mnie.
-Wycofać się - Powiedział Droid-Komandor -
-Roger Roger- Odpowiedziały ostatnie droidy i wycofały się w kierunku biblioteki. -
Wbiegłam do biblioteki i zobaczyłam już gotowe ponad 250 droidów i Grieviousa na środku Biblioteki.
-Generał Grievious- Powiedziałam sama do siebie -
-Zabić ją - Powiedział -
-Jesteś pewien, robociku? - Roześmiałam się i wyraźnie czułam jego złość, kiedy zapalił miecze świetlne i wykonał skok na mnie. Odsunęłam się metr dalej a on upadł na popękane kafelki. wykorzystując sytuacje odcięłam mu 2 ręce. Droidy nie raniły mnie praktycznie w ogóle więc nie musiałam się nimi przejmować. 1 ruchem zdławiłam wszystkie pociski jakie we mnie leciały. Został mi jeszcze Grievious. odskoczyłam wprost obok okna wysyłając tyle salw błyskawic w Generała ile mogłam. Generał padł po 15 minutach martwy obok reszty droidów. Zabrałam mu jego miecze i przyczepiłam do swojego pasa. Wyszłam z świątyni i pokierowałam się w stronę swojego myśliwca. Zastałam tam Jedi z fioletowym mieczem świetlnym i około 30 klonów.
-Mistrzu Windu- Powiedziałam zapalając miecz. - Szkoda że nie widziałeś losu Obi-Wana... Tak to może tu byś nie stał... -
-Aresztuje cie w imieniu Republiki. - Powiedział mistrz Jedi -
-Śmiem się nie zgodzić. - Powiedziałam dusząc mistrza Jedi. Klony które dobrze wiedziały że to nic nie da że będą strzelać uciekli gdzieś na tyły świątyni.
-Żegnam Jedi - Powiedziałam odcinając mu głowę. Wzięłam jego miecz i podeszłam do myśliwca. -
-Cel Malevolence - Powiedziałam do droida który wykonał polecenie. -
Po chwili byłam już w nadprzestrzeni....

-==Malevolence | Kosmos==-

*Anakin Skywalker POV*

Musze jakoś się stąd wydostać. Mam już plan jak wydostać siebie i padmę z tego bagna. Zniszczę droidy kiedy będzie patrol.
-Wstawaj jedi - Powiedział droid. Wstałem odrapany z poparzeniami na skórze. Zostałem zaprowadzony przed.. Nie... To nie możliwe... NIe... Ahsoka?!.
-Ahsoka?! - Krzyknąłem -
-Zamknij się psie jedi... - Powedziała. Ona przeszła na ciemną stronę?  To nie może być prawda. Z moich przemyśleń wyrwał mnie ból spowodowany błyskawicami.
-Ah-hsoka.... - Krzyczałem z bólu. Ja nie mogłem w to uwierzyć... Zostawiła mnie... I zakon...
-A teraz... dla twojej świadomości... - Zaczęła - Obi-Wan raczej już umarł. Nie chcę byś musiał podzielić jego los. Dołącz do mnie i mojego mistrza Anakinie...
-Ahsoka... Ty,,, Oszalałaś - wykaszlałem wypluwając przy tym dużo krwi. -
-Anakinie... Proszę... Nie każ podzielać losu Obi-Wana... - Odparła -
-Ahsoka.. Co ty zrobiłaś - Powiedział - Nigdy nie dołączę do drogi która prowadzi do zgubienia.. -
-To podzielisz los Obi-Wana - Powiedziała z wyczuwalnym smutkiem w głosie - Wyprowadzić go. Zobaczymy czy jego pani senator będzie chętna do rozmowy. - Rozkazała -
-Ahsoka! - Krzyknąłem tylko zanim drzwi się zamknęły -
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I Polsat! Czy tylko ja robię z Ahsoki Sitha! Tak?! No to szkoda! Rozdział po raz pincisiunty dedykuje Treacer Chicata !
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

piątek, 3 sierpnia 2018

Informacja

Gdyby ktoś mógł nie wiedzieć to Ahsoka mniej więcej tak wygląda jako Sith:
 
 Kolejny rozdział już niedłigo!

czwartek, 2 sierpnia 2018

Rozdział 9

-==Upadła Świątynia Jedi | Ossus==-

|1 dzień czystki|

*Obi-Wan Kenobi POV*

Nie wiem dokładnie ile czasu już lecimy. Poleciałem z Mace Windu (Mistrz Windy/Mistrz Winda XD) i 3 oddziałami klonów. Około 30 żołnierzy. Nie lecimy przecież odbić świątyni. A uratować ocalałych i rzeczy z świątyni.
-Rex, za ile dotrzemy na Ossus? - Zapytałem dowódce klonów -
-Jesteśmy już na orbicie. - Odpowiedział Rex - Widzimy około... 30 niszczycieli Separatystów -
-Włączyć pole niwelujące statek - Rozkazałem pilotom - Podchodzić do orbity -
-Yes sir -  odpowiedzieli piloci -
Mam nadzieje że blaszaki się nie skapną. Już po chwili wahadłowiec Republiki stał się niewidzialny. Jest szansa że nie wykryją nas skanerami.
-Lądujemy - Oznajmił Rex -
Świątynia na Ossus była zrujnowana. Wszystkie ściany popękane po pociskach z Droidów-Sępów a ciała dekorowały schody do świątyni. Mniej więcej wyglądała tak:

Wylądowaliśmy w ruinie lasu nieopodal świątyni. Wyłączyliśmy maskowanie myśliwca i wraz z Mistrzem Windu i klonami poszliśmy w stronę świątyni.
-Padnijcie! - Powiedział Mistrz Windu. Wyjąłem holo lornetkę Zauważyliśmy wśród ruin świątyni Generała Grieviousa. - Grievious... - W tej właśnie chwili cyborg spojrzał w naszą stronę. -
-Niedobrze... - Mruknąłem - Chyba się zorientował -
-Rex, czołgajcie się do tyłu - Szepnąłem. Byliśmy jakieś 20 kilometrów od świątyni. Zauważyliśmy że w naszą stronę leci 1 Droid-Sęp.
-Musimy sie ukryć - Dodałem. Zauważyłem dziurę w wzgórzu. Wskoczyłem razem z klonami do dziury, zakrywając ją liśćmi przewróconego drzewa przez czołg.

-==Oddział Szpitalny | Świątynia Jedi | Courscant==-

*Ahsoka Tano POV*

Koniec. Szanse zanikają. Miesiące mijają. Chcą mnie odłączyć od Aparatury. Nic nie mogę zrobić. Zamrugać.
Poruszać.
Oddychać.
Mówić.
Nie Mogę Nic.
-Może jednak możesz? - Usłyszałam głos -
-Kim jesteś - Powiedziałam w swoich myślach -
-Ostatnią nadzieją na twoje życie - Powiedział mi nieznajomy głos -
-Jesteś Jedi? - Zapytałam - Czy Sithem?
-Dziecko... Co za różnica... Jedi.. czy... Sith?... Wszyscy dążą do jednej wielkiej zagłady...-Powiedziała nieznana mi istota - Jestem istotą... która pojednała... te dwie sprzeczności...-

- Tylko Sith mógłby tak mówić - Powiedziałam. Jak ktoś mógł dostać się do mojej głowy? -
- Jestem starszy niż myślisz... Widziałem takie sceny jak Śmierć Dartha Malaka, Upadek zakonu Jedi, Upadki Sithów, śmierć... Plagueisa... - Dodał -
- Czego ode mnie chcesz?! - Krzyknęłam w końcu -
-Ja? Nic. Chcę tylko żebyś w końcu poznała jaką potęgą dysponujesz naprawdę. - Odrzekł ze spokojem w głosie -
-Okłamywali cię... Zdradzili... Zostawili... A teraz chcą zabić... - Dodał - Rzekomo jakiś Anakin Skywalker jest wybrańcem? Kłamstwo... - Prychnął z pogardą w głosie - Tylko ty możesz przywrócić równowagę w mocy. Pozwól..Bym mógł ci pomóc - Poprosił. -
On... Mówił prawdę. Oszukiwali mnie. Zdradzili. A teraz chcą zabić!... Zemszczę się na nich... Niszcząc ich wszystkich...
-T-Tak... Mój mistrzu.. - Powiedziałam -
-Dobrze.. A teraz... Od dziś.. Nazywasz Się... Lady Ahsoka  Uczynię cię. Niepokonaną. - Powiedział -
Wtedy właśnie poczułam dziwne uczucie. Czuje swoje ciało. Białe plamy. odzyskuje wzrok.
Wtedy maszyny zaczęły piszczeć. Wyrwałam sobie je z ciała i wstałam z łóżka. Dziwię się że mogę chodzić. Wyjęłam z szafki nocnej moje 2 miecze. Kiedy je włączyłam zobaczyłam ostro czerwoną klingę miecza świetlnego. Wtedy do sali wbiegła  1 z uzdrowicielek. Od razu bez ogródek wbiłam jej w płuca Miecz Świetlny. Wyszłam z pomieszczenia i zauważyłam jeszcze 3 pielęgniarki. Nie wie nawet kiedy ale z moich palców wystrzeliły czerwone błyskawice. Takie jak miał Syn z Mortis.
-Ahsoka!- O ile dobrze pamiętam to była Mistrzyni Luminara Unduli. Widząc mnie  zabijającą pielęgniarki zapaliła miecz i zaatakowała mnie.
-Jesteście żałośni - Zaśmiałam się obłąkanie. - Możecie chociaż postarać się postawić mi opór? - Wyśmiałam mistrzynie i natychmiast odcięłam jej ręce - Żegnam śmieciu Jedi. A mogłaś sobie pożyć uciekając do reszty kundli w świątyni - Powiedziałam i z zimną krwią odcięłam jej głowę -
-Za proste - Stwierdziłam. Wyszłam z bloku szpitalnego i skierowałam się do sali z młodzikami. Akurat zastałam tam około 16 młodzików i Mistrza Agen Korala.
-Śmiecie Jedi.- Poraziłam Piorunami Agena Korala dobijając go mieczem świetlnym. Jeden z młodzików próbował zranić mnie w nogę mieczem świetlnym ale jedynie mi lekko uszkodził ścięgno. -
-Zginiesz szybciej - Rozcięłam młodzikowi czoło przeszywając móżg. Reszta się wycofała -
-Psy Jedi... - Zaczęłam razić młodzików błyskawicami zabijając ich przy tym. -
- Zaskakujące. Jaki słaby może być organizm dziecka. - Jęknęłam -
Szłam korytarzami świątyni jedi zaglądając do każdej sali, zauważyłam Barrisse Offee w sali uzdrawiania. próbowałam otworzyć drzwi.
-Zamknięte! - Krzyknęłam - Rozwiążę to inaczej - Wbiłam miecz w drzwi otwierając je znajdując tam zdziwione 3 uzdrowicielki i Barrisse. -
-Zginiecie tak marnie jak żyliście - Powiedziałam śmiejąc się z ich marnej obrony. Minute później padły z wypalonymi dziurami w sercu. -
-Dobrze... 30 Jedi zabitych... - Powiedziałam sama do siebie i zobaczyłam płaszcz Barriss. - Czarny mhm. - Wzięłam i założyłam go razem z kapturem. Wyszłam przed świątynie jedi. Zamordowałam znajdujących się tam strażników i poszłam do najbliższego myśliwca. Siedział tam czyiś droid.
-Kierunek Ossus. - Powiedziałam -
-@#@#@ - odparł Astromech -
-Ossus. - Poraziłam go a on wystartował. Po chwili już byliśmy w nadprzestrzeni.
Time Skip 20Minut 

-==Ruiny Świątyni Jedi | Ossus==-
 Wylądowałam na Ossusie na  mniej więcej tym co zostało z lądowiska w świątyni jedi. Dopiero jak wysiadłam zauważyłam że jakbym była wyższa. I raczej nie wydaje mi się. Myślę że mam co najmniej wzrost Anakina. Ale to nie jest teraz ważne. Zaczęłam sondować teren mocą i wyczułam Obi-Wana i Mace Windu na wzgórzu. Zaczęłam biec przez ruiny lasu kiedy byłam za nimi zdjęłam kaptur. I Wtedy właśnie zapaliłam moje 2 miecze świetlne.

-==Ossus==-

*Obi-Wan Kenobi POV*

Kiedy wydawałem rozkaz do zwiadu usłyszałem zapalanie miecza świetlnego. Odwróciłem się i nie uwierzyłem własnym oczom. Ahsoka przeszła na ciemną stronę? Zapaliłem razem z Mistrzem windu miecz świetlny i przesondowałem ją mocą. Wyczułem tylko ból, nienawiść, gorycz, żal. Te wszystkie uczucia przeciw Zakonowi Jedi.
-W końcu cie znalazłam. Kenobi... - Powiedziała po chwili ciszy. Rex wydał rozkaz celowania w nią. Chwile później Rex poleciał w jej stronę duszony na naszych oczach.
-Puść go.- Powiedziałem -
Po kilku minutach postanowiłem powtórzyć słowa.
-Puść go. TERAZ. - Prawie krzyknąłem. -
-Jak sobie życzysz. - Powiedziała i go puściła. niestety prawie martwego. Klon łapczywie brał powietrze. Postanowiłem połączyć się w mocy z mistrzem Windu. -
-Mistrzu Windu- Powiedziałem  - Czy tylko mi się wydaję że... stała się emm.... noo... Lepiej zbudowana? I.. Wyższa.
-Ciemna strona ma na nią taki wpływ.. - Odparł - Ty się nią zajmij ja odbijam świątynie. 

*Ahsoka Tano POV*

Puściłam salwę błyskawic w Obi-Wana który bezskutecznie próbował je odbić. Zamachnęłam i skoczyłam na rycerza Jedi który w ostatniej chwili odskoczył. Ja się tak łatwo nie poddam. Wyciągnęłam 2 miecz świetlny i znów wykonałam skok.
-Tylko na tyle cię stać? Mistrzu Kenobi? - Powiedziałam z kpiną i z udawanym szacunkiem w głosię. Jeżeli myśli że mnie pokona to się myli. -
-Może i jesteś potężniejsza w Mocy i biegłości mieczem świetlnym.
Wtedy właśnie Kenobi uciekł w las a ja zaczęłam go gonić tnąc drzewa i okoliczne rzeczy...
------------------------------------------------------------------------------------------------
I polsat! XD Kolejny rozdział też dedykowany dla

*fanfary i werble*

~Treacer Chicata
------------------------------------------------------------------------------------------------