-==Orbita Kamino==-
*Ahsoka POV*
Już niedługo miała rozegrać się historyczna bitwa. Już za kilkadziesiąt minut na Kamino zachwieje się los paru miliardów istnień. Wszystko zależało od ich własnej woli. Klony mogły opowiedzieć się po stronie Republiki i wybrać śmierć, lub zdradzić i wybrać walkę u boku jednego z najpotężniejszych Sithów. Tano nie miała zamiaru ich na nic namawiać. To był tylko i wyłącznie osobisty wybór. Choć Ahsoka dostrzegała pozytywy dwóch stron. Jeśli klony wybiorą ją - będzie miała wspaniałą armię. Jeśli wybiorą śmierć - będzie mogła ich pozabijać. Sprawiało jej to radość. Czuła się wtedy jak trzyletnie dziecko, kiedy dostanie nową zabawkę. Życie jako Sith na prawdę podobało jej się. Jako padawan nie mogła zbyt wiele. Na każdym kroku ograniczenia. Teraz może zrobić wszystko, na co tylko ma ochotę. Nikt ani nic nie mogło jej zabronić. Jeśli chociażby ktoś spróbował zepsuć jej plany, automatycznie urządzili by mu pogrzeb. Jednym słowem mówiąc, zabiłaby kogoś na tyle odważnego, lub głupiego.
Statek wyhamował używając tylnego napędu i siły magnetycznej na orbicie. Obraz nie był już taki jak przedtem. Gwiazdy w nadprzestrzeni wyglądają o wiele lepiej. Teraz zamiast pięknego widoku za szybą, ukazało się czarne tło, a na nim małe, białe punkty oraz deszczowa planeta. Widok z atmosfery był przyjaźniejszy niż na samej planecie. Nie było widać tych ulewnych deszczów, ani tego całego sztormu tak wyraźnie. Jednym słowem - nie wolno oceniać książki po okładce.
Ahsoka wyczuła nagły napływ mocy do jej ciała. Coś było nie tak. To nieprzyjemne zakłócenie kojarzyło jej się tylko z jednym. Z jej mistrzem. Teraz u jego boku było setki tysięcy żołnierzy, zbliżających się z prędkością światła. Mimo, iż flota wroga była jeszcze w jakiejś odległości, Tano i tak postanowiła już sforsować pierwszą przeszkodę. Bramę do Kamino. Była to blokada Republiki, składająca się z sześciu krążowników i jednego statku dowodzącego. Obok znajdowała się stacja medyczna, na której również znajdują się klony.
- Przygotować droidy do wylotu!- wrzasnęła to blaszanych towarzyszy.
Posłusznie zaczęły wykonywać rozkaz i po kolei uruchamiać sępy. Sami nie mieli jeszcze nic na skanerach, ale nie chciały wylądować na złomowisku. Jednak niestety dużo z nich i tak tam trafiało. Sithowi nie robiło to żadnej różnicy. Nawet gdyby zginęło milion klonów po jej stronie, ona nie przejmie się tym. Dla niej teraz najważniejsza jest misja i podbicie Kamino.
Sama wsiadła do myśliwca i poprowadziła pierwszy szwadron. Szło bardzo gładko. Bez problemu omijała niecelne strzały klonów. Droidy nie były na tyle bystre co ona. Tano wspomagała się otaczającą ją mocą. Dzięki temu sprawnie okrążała wiązki laserów, mijała je zwodami, których nauczył ją jej mistrz i wiele innych. Dzięki swojemu, byłemu mentorowi zawdzięcza połowę swoich umiejętności. Powinna podziękować, ale teraz nie jest za nic mu wdzięczna. Wręcz nim gardziła! To nie była taka sama Ahsoka co wcześniej i cokolwiek się stanie - nigdy już nie będzie.
- Statki wroga wychodzą z nadprzestrzeni.- ostrzegł komputer.
- No to pora na zabawę!- krzyknęła sama do siebie i przyspieszyła.
Na radarze wyświetlał się jej obszar zagrożony zderzeniem z rozpędzonym statkiem. Ona celowo podleciała jak najbliżej tego miejsca. Wiedziała, że statki, które wyszły z nadprzestrzeni nie mają przez chwilę osłon. Są bezbronne i Ahsoka chciała to wykorzystać. Kiedy tylko wyłonił się pierwszy, najbliższy statek, skierowała się ku niemu i celując w mostek, otworzyła ogień. Po paru sekundach cel wybuchł, a krążownik staną w ogniu, opadając powolnie ciągnięty przez siłę magnetyczną planety. To było dla niej za proste. Jednak następne zdążyły włączyć osłony, przez co Tano nie mogła ich zniszczyć w pojedynkę. Dlatego miała kolejnego asa w rękawie. Krążowniki republiki mają jeszcze jeden słaby punkt. Jeśli chcą zaatakować jej flotę, muszą wypuścić pilotów w myśliwcach przez hangar. Na szczęście Ahsoki główny wylot z hangaru nie ma żadnych osłon. Wystarczy tylko cierpliwie poczekać i wlecieć do statku wroga. Proste jak dla Ahsoki, dlatego postanowiła to zrobić. Nie czekała długo, aż jeden z krążowników otworzył grodzie, zapraszając dziewczynę do środka. Wystarczył jeden precyzyjny manewr, alby już drugi z ośmiu statków powoli tracił wysokość, tym samym rozpadając się na kawałki. Był to przyjemny widok dla Ahsoki. Dla Sitha wspaniale mieć świadomość, że właśnie zabiło się setki istnień, przez jeden precyzyjny strzał.
Nagle w mocy znów pojawiło się to nieprzyjemne zakłócenie otoczone pustką. Czuła jak moc napływa z każdej strony i przesłania realny obraz mgłą wspomnień. Niecelowo zaczęła wracać myślami do swojego byłego mentora. Uczucie to otaczało coś jeszcze. W swoim umyśle na jej miejscu znajdowała się pustka. Tak jakby na zawsze zniknęła z realnego życia. Jakby jej już nie było. Wyglądało to dla niej przerażająco. Nie wierzyła w to, że tak na pstryknięcie palcami pożegnała się ze światem żywych. Nie mogła dać się zestrzelić! Nie teraz, gdy jest tak blisko wygranej nad Republiką!
Obrazy z przeszłości zaczęły się rozmazywać. Kolory mieszały się ze sobą, tworząc dziwne, niezrozumiałe kształty. Odcień, który powstał z chaosu, stopniowo przybierał ciemniejszy odcień. W rezultacie stał się czarny. Ahsoka nie wiedziała co się stało. Nadal nic nie widziała. Starała się wykrztusić z siebie choć słowo pomocy. Jednak coś jej przeszkadzało. Nikogo nie czuła. Nic tu nie było.
- LADY!- wykrzykną blaszak z głośnika. Tano podskoczyła ze strachu. Mrugnęła i przetarła oczy. Ciemność ustąpiła miejsca polu bitwy. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nie zginęła i to się dla niej liczyło. - Czy wszystko jest w porządku?- dodał.
- Tak. Tylko się zamyśliłam.- odmruknęła- Wracać do pracy!
Od razu zaczęła ponownie szarżować na statki Republiki, utrzymując przy tym diabelski uśmiech. Myśliwce bardzo szybko stawały na jej linii ognia. Co prawda zdarzało się, że czasami niszczyła jednego ze swojego szwadronu. Jednak nie przejmowała się tym zbytnio. Leciała dalej w chaosie pocisków i eksplozji. Takie jest życie, kiedy jest się jednym z uczestników wojny międzygalaktycznej.
Kolejny krążownik wybuchł, tworząc wspaniałe widowisko. Rozpalony ogień gasł ułamki sekund po wydostaniu się ze statku. Przyduszony brakiem tlenu - gaśnie. To było bardzo normalne, ale takimi zjawiskami interesowała się Ahsoka jeszcze jako padawan. Nie miała żadnych przyjaciół w dzieciństwie poza przyrodą. Ona nigdy jej nie opuściła. Teraz togrutanka jest całkowicie inna. Nie ma czasu zajmować się takimi głupotami. Było to dla niej zbędne. Poza tym na wojnie co chwila coś wybucha. Widok zawsze jest inny, więc nie zwraca się na niego zbytniej uwagi. To naturalne.
Pochłonięta myślami i wspomnieniami nie zauważyła, że przybył jeszcze jeden krążownik. Zapewne dowodzący. Nikt nie wystawiał na szwank najważniejszego statku z całej floty. To byłoby nienormalne. Gdyby ktoś to zrobił, okazałby się skończonym głupcem. Dziewczyna dowiedziała się o tym dopiero gdy podleciała bliżej. Znów wyczuła to nieprzyjemne zakłócenie, emanujące od jej byłego mistrza. Wiedziała już, że musiała zniszczyć ten statek, aby wszystko poszło zgodnie z planem. Ruszyła nie czekają na jej blaszanych przyjaciół. Leciała wzdłuż hangaru. Gdy go minęła, grodzia się otworzyły, a zza nich wyłoniły się myśliwce wroga. Jeden po drugim i dopiero gdy ostatni opuścił okręt, zakłócenie zanikło. Tak jakby jej mistrz nie stanowił już zagrożenia. Mimo wszystko skierowała ogień na mostek. Otworzyła ogień, ale osłony były już włączone. W pojedynkę nic nie zdziała. Zawróciła i rozpoczęła pościg za pierwszym, lepszym myśliwcem wroga. Szybko znalazł się na linii ognia i po jakimś czasie stawiania oporu, został zdetonowany przez krążownik Separatystów. Kolejne również nie były trudne do zniszczenia. Ahsoka rozwalała je jeden po drugim. Oczywiście, że dziesięciu szwadronów nie zniszczy sama. Droidy też pomagały, w mniejszym stopniu, ale to wciąż pomoc.
Na jej celowniku znalazł się kolejny statek, ale znów poczuła tą nieprzyjemną pustkę. Zwolniła trochę i dała uciec klonowi. Po paru sekundach nad jej myśliwcem przeleciał złoty pojazd wroga. Rozpoznałaby go na odległość. Zwłaszcza, że przed kokpitem umieszczony był R2 D2. Oczywiście, że to był lider złotego szwadronu. Jej mistrz... Były mistrz. Z jego oddalaniem się, zanikało zakłócenie.
Przyspieszyła i rozpoczęła pościg. Nie mogła go teraz zgubić w wirze walki. Jej statek był szybszy, więc miała przewagę. Z każdą chwilą była bliżej przeciwnika. Anakin zauważył, że ktoś siedzi mu na ogonie. Po technice lotu można było wywnioskować, że ten kto siedzi w tym pojeździe nie ma dobrych zamiarów. Robił obroty, uniki i z pola walki zrobił sobie mały poligon, w którym miał zgubić tego żepa, który do niego się przyczepił. Jednak Ahsoka nie dawała za wygraną. Wyczulona na moc, mogła przewidzieć co zrobi jej mistrz. Widziała, że brakuje mu pomysłów. Unik w lewo, unik w prawo, zwód, obrót. Tano nie była głupia. Nie nabierała się na jego sztuczki. W końcu po przebyciu dosyć długiej drogi, mogła zestrzelić statek swojego byłego przyjaciela. Znalazł się w polu jej rażenia i wystarczył jeden precyzyjny strzał, aby jej największy wróg pożegnał się ze światem żywych. Dziewczyna namierzyła mistrza Jedi i przesunęła jeden z palców bliżej odpowiedniego przycisku. Po chwili wcisnęła go i z jej dział wystrzeliły czerwone wiązki laserów. Pierwsze mijały cel o kilka centymetrów, ale z kolejnymi próbami pociski były coraz bliżej. W końcu jeden z nich trafił w silnik, który po krótkim czasie wyłączył się. Wybraniec był uziemiony.
- STANG!- krzykną sam do siebie- R2, odwróć nas przodem do tego chytrusia! Migiem!!- polecił droidowi, który w odpowiedzi zapiszczał i posłusznie wykonał polecenie. Używając siły pędu i ostatnich zapasów energii statek zrobił półobrót. W rezultacie staną dziobem do przeciwnika.- No dobrze. Teraz to nawet powietrza nie mamy.- dodał z poważną miną mimo, iż chciał trochę zażartować.
Ahsoka stanęła w odległości kilkunastu metrów od dawnego przyjaciela. Uśmiechnęła się szyderczo pod nosem. Anakin siedział jak wryty. Nie wiedział co miał zrobić. Przecież nie strzeli do swojego kochanego Smarkusia! Nie mógłby sobie tego wybaczyć. To jego przyjaciółka. Dla niego nie ważne było czy jest Sithem, czy Jedi. To nadal była jego nierozgarnięta, mała Ahsoka z wielkimi oczami. To nadal była niewinna dziewczyna, która popełniła kolejny błąd w swoim życiu. Nie pierwszy i nie ostatni. Popełniła wiele takich błędów. Mniejszych i większych, ale to wciąż była ta sama osoba. Przynajmniej dla Anakina.
- Widzisz Jedi?!- krzyknęła Ahsoka- Oto do czego doprowadziła cię Republika! Przyłącz się do mnie. Jeśli nie otworzę ogień.
- Ahsoka...- zaczą starszy.
- Anakinie strzelaj!- przerwał scenę Obi-Wan.
- A... Ale...- jękną wybraniec.
- Ha Ha!- wyśmiała Kenobiego dziewczyna.- Nie strzeli. Jest za słaby! Z resztą energii mu nie wystarczy na chociażby jeden pocisk!- założyła Ahsoka, utrzymując przy tym nadal szyderczy uśmiech.
- Anakinie! Powiedziałem ci strzelaj!- krzyczał z troską na swojego byłego padawana, mistrz Jedi.
- Ja... Ja nie mogę... Nie potrafię.- odrzekł Skywalker, spuszczając drżące ręce na kolana. Ahsoka zaczęła się złowieszczo śmiać, nie mając w sobie chociażby odrobiny taktu. Od razu wyrażała swoje zdanie o Jedi.
- A nie mówiłam?! Jest roztrzęsiony! Ale spokojnie... Już niedługo nie będzie.- powiedziała szczerząc się od ucha do ucha.
- Ani mi się waż!- krzyczał najstarszy, nie ukrywając swojego gniewu.
- To zależy od jego wyboru. No więc... Jaką decyzję podjąłeś? Przypominam: wybierzesz mnie, czyli wybierzesz życie. Wybierzesz Republikę... I już nigdy nie ujrzysz słońca!- przypomniała złowrogo.
- Podjąłem decyzję już dawno! I ty dobrze o tym wiesz!- odpowiedział mężczyzna.
- Myślałam, że zmienisz zdanie. Przykro mi... Ale musisz pożegnać się ze swoim mistrzem.- rzekła poważniejąc.
- ANAKIN!!!- odezwał się Kenobi.
Ahsoka bez wahania otworzyła ogień. Rozległ się ogromny huk, a w dymie widać było odłamki statku wybrańca.
Ahsoka wróciła na krążownik. Separatyści jak na razie wygrywali tą bitwę. Kilka krążowników powoli wchodziło w atmosferę. Gdy były 140 kilometrów od powierzchni, Tano rozpoczęła natarcie. Na czele z 60 szwadronami sępów wyleciała z hangaru i skierowała się do najbliższego celu, jednej z baz. Niestety osłony były już włączone. Wylądowała na jednym z lądowisk i zapaliła miecze. Krople parowały na jej dwóch krwisto-czerwonych ostrzach. Wbiegła do korytarza prowadzącego do magazynu z całym uzbrojeniem. A co najważniejsze - Głośniki na całą placówkę. Zabiła dwa klony pilnujące wejścia i wbiegła. Podbiegła do mini-mikrofonu zamontowanego z całym panelem sterującym w szafie i włączyła go.
- Uwaga, wszyscy żołnierze Republiki. - Zaczęła tym samym stalowym głosem co zawsze. - Macie szanse się poddać, Imperium Sithów jak i Separatyści prawie zdobyli całą planetę. Macie złożyć broń i wyjść na platforme.. 3697. Albo.... Po prostu zginiecie. A i wasi dowódcy mają być w centrum dowodzenia, albo sama się do nich pofatyguje, ale będzie mniej przyjemnie. - Zakonćzyła. -
Zaminowała magazyn i poszła do centrum dowodzenia. Szła około 20 minut i zabiła przy tym około 100 żołnierzy. Weszła do centrum dowodzenia i zobaczyła około 50-60 żołnierzy, w tym kapitana Rex'a, komandora Cody'ego. Kiedy weszła, weszło za nią 2 Droidów-Ochroniarzy z jej Pałacu.
- Widzę że chociaż niektóre z tych chodzących próbówek umieją myśleć... - Warknęła patrząc na nich z góry. -
- Zamierzamy się poddać na naszych warunkach. - Powiedział Rex. -
- Poddajecie się, i jeszcze śmiecie stawiać warunki? - Wyśmiała go Tano. - W zasadzie.. Są dwa wyjścia. Albo dołączycie i zostaniecie niepokonaną armią separatystów albo... Zabawnie jest po prostu was zabijać, jesteście bezbronni. Powiedzmy to sobie wprost. Nie stanowicie nam ŻADNEGO podkreślając ŻADNEGO zagrożenia. -
- Nasze warunki to: Republika jak i Separatyści i Imperium Sithów zawierają sojusz, przestajecie podbijać planety należące do Republiki. - Powiedział Rex. -
- A co moje Imperium by z tego miało? - Zapytała z kpiną -
- Kamino, 20 planet Republiki, 560 miliardów niewolników, i płace od WAR 90 miliardów kredytów miesięcznie. - Powiedział -
- Mhmm... .A jaką mam pewność że nie wystawicie nas do wiatru? - Powiedziałam okrążając go. -
- Możesz wziąć mnie pod zastaw. - Powiedział -
- Interesujące... Dobra, zgadzam się. Brać go. - Powiedziała do swoich Droidów-Ochroniaży którzy wyciągnęli Rexa aż do statku Separatystów. -
- A jeszcze jedno. Stacja zaminowana. - Warknęła tylko i wyszła, pozostawiając ich w osłupieniu. -
Kiedy Ahsoka była już na mostku niszczyciela patrzyła na płonącą placówkę Republiki, jej słudzy wlekli Rexa.Kiedy klon stanął obok Tano, zauważył tylko wybuchający kawałek placówki.
-Przypatrz się, zaraz będzie po was ani śladu, a ty będziesz ostatnim z tych żałosnych klonów. -
Ahsoka wysunęła tylko ręce i już wiedział co zrobi, że nic jej nie powstrzyma. Zniszczy ośrodek mocą. Kolumny trzymające placówki pękły. A sama placówka uniosła się w górę. On nie mógł uwierzyć. Podniosła coś co ważyło przynajmniej tyle ile 100 niszczycieli! Nagle kilkadziesiąt placówek złamało się na pół i wypadali z nich żywcem ludzie. Miliardy klonów zostało schwytanych na statki, a reszta się utopiła, wraz z maszynami kroczącymi, statkami, i innymi rzeczami.
-j.j.jesteś potworem... - Wydukał tylko Rex-
-Wiem. - Odpowiedziała z psychodelicznym uśmiechem. -
Ahsoke wymęczyło zatopienie całej stacji. Teraz tylko kurs na Coruscant.
-Komandorze, kurs Coruscant. Nawiąż kontakt z moim mentorem. Skywalker zabity a Kamino zniszczone. - Warknęła chłodnym, stalowym głosem. -
-Rozkaz Rozkaz - Powiedział swoim głupim powiedzeniem. -
Sithowie znów zapanują nad galaktyką....
---------------------------------------------------------------------
Rozdział pisany przez Treacer Chicata i Alcheyowski!
Czymajta sieee!!
---------------------------------------------------------------------
Zaczepiście, nie sądzisz?
OdpowiedzUsuńfuck popełniłem błąd.
OdpowiedzUsuńOchroniarzy *
Ależ nie ma za co tak się wkurzać i tak supcio. A jeśli chodzi o 16 to zacznę jutro po południu ok?
Usuńkk
OdpowiedzUsuń